• Wpisów:3479
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 23:51
  • Licznik odwiedzin:357 276 / 4096 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
To co było między mną a T. skończyło się, zanim się zaczęło, ale prawda jest taka, że jak się widzimy to trochę głupiejemy w swojej obecności. Staram się od tego zdystansować, nie inicjuję już kontaktu, widujemy się już znacznie rzadziej no ale jak już się spotkamy, to non stop się do siebie kleimy, przytulamy, całujemy, choć obaj wiemy że nic z tego nie będzie.

T. z jednej strony nagle stał się bardziej odważny to przełamał się i potrafi mnie nawet pocałować na pożegnanie na przystanku pełnym ludzi. Tak jakby chciał mi pokazać, że zaczyna akceptować samego siebie. Z drugiej strony, zachowuje się trochę jak pies ogrodnika. Mam wrażenie, że trochę zaniepokoił go fakt, że nawiązałem kontakt z F. od czasu uśpienia psa, a dziś jak dowiedział się że F. pisze do mnie codziennie, odpowiedział że chyba musi do niego napisać, bo jest zazdrosny. Niby od razu powiedział, że żartuje, ale wiadomo jak to z takimi żartami jest. Spędziliśmy miło wieczór, po czym ten po jakimś czasie od powrotu do domu wyskoczył z pytaniem czy nie pieką mnie uszy bo od godziny rozmawia na mój temat z mamą. Gdy wczoraj pisaliśmy między sobą o moim nowym mieszkaniu, ten wyskoczył z pytaniem kiedy tam zamieszkamy, ale gdy zauważył że długo nie odpowiadam (akurat byłem w biurze nieruchomości załatwiać formalności, więc nie czytałem co pisze), ten po paru minutach znów zbył to żartem. Dziś pojechał ze mną zobaczyć to osiedle i akurat zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka. Nie wiem czemu, ale powiedziałem że jestem z T. i oglądamy NASZE osiedle, co T. od razu to wyłapał. Nie wiedział czy mówiąc 'nasze' miałem na myśli moje i T. czy moje i tej przyjaciółki choć prawda jest taka, że ja nadal mam ten nawyk po związku z F. i w wielu sprawach używam po prostu liczby mnogiej.

Jestem ciekawy jak się sprawy potoczą jak rzeczywiście się przeprowadzę do nowego mieszkania. T. jest oczarowany miejscem, i jak pisał z mamą, jeszcze jak był u mnie, przyznał, że osiedle jest zajebiste mimo że wcześniej kwękał jej że będzie miał do mnie daleko. Tak, T. nawet rozmawiał z mamą, ile i jakim autobusem miałby do mnie jechać...
 

 
Jutro znów wyjeżdżam służbowo. Tym razem do Hamburga i raptem na półtora dnia.

I jak już myślałem, że będę miał okazje wyskoczyć na jakieś zakupy po przyjeździe, okazało się że jesteśmy zaproszeni przez Niemców na kolację.

A ja zdecydowałem się jechać, no dobra poza biznesami, tylko ze względu na te zakupy...
  • awatar Bezimienny: @Gusia: zobaczymy, wyjeżdżam z biura po południu ;)
  • awatar Gusia: Bez szans na znalezienie chwili? Może wcześniejszy przyjazd?
  • awatar Gość: Jestes aktywny?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Chyba znalazłem mieszkanie.

W zeszłym tygodniu byłem obejrzeć moje przyszłe m2. Drugi raz pojechałem z moimi przyjaciółmi, którym też mieszkanko się spodobało. Obecnie trwają pewne negocjacje dotyczące ceny i tego co miałoby ze sprzętów zostać. Rezerwację na to mieszkanie mam już od tygodnia, zostało pokazane tylko mi, a jest cudowne. Obszerny salon, który otwiera się na taras, fajnie urządzona kuchnia, ogródek. Teraz czeka tylko na moje 'bierę' lub 'nie bierę'.

To zaczyna się dziać!
 

 
Przedwczoraj byłem na kręglach. Drugi dzień mam zakwasy.
 

 
Pierwszy raz od czasu rozstania z F. wyszedłem na balety. I oczywiście wróciłem zdołowany bo jakoś mi było cìężko wrócić do domu samemu. Bo przecież zawsze ręka w rękę wracaliśmy razem.

Te nadchodzące znienacka rozchwiania emocjonalne zaczynaja mnie wkurwiać...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Siedzę nad projektem tabliczki na nagrobek psa. Już w dniu jak go chowaliśmy, obaj z F. wiedzieliśmy jakie chcemy dać tam zdjęcie. I jak do tego w końcu przysiadłem, okazało się, że nie mogę tego zdjęcia znaleźć. Napisałem do F czy je ma, zresztą jednocześnie podpytałem go czy sam projekt mu się podoba, bo jakby nie patrzeć, ten też powinien mieć w tym swój głos.

I mimo, że prosiłem go o konkretne zdjęcie, ten powiedział, że wyśle mi te co ma pod ręką. I przesyłając zdjęcia psa, gdzieś tam pomiędzy wrzucał "przypadkowo" (?) jakieś nasze wspólne zdjęcie, czy takie na których jestem ja. Po wszystkim napisał mi, że mu się smutno zrobiło jak przeleciał te wszystkie zdjęcia i że jakichś smutów słucha... I przyznam, że mi też przykro się zrobiło bo jak sam szukałem tego zdjęcia, przewinąłem setki naszych zdjęć ze wspólnych wyjazdów, wakacji i innych głupot.

Wspomnienia, wspomnienia...
 

 
Napisałem F. że dowiedziałem się, że jedna osoba od niego aplikowała u mnie. Ten niemal od razu oddzwonił, że jedna osoba ode mnie z zespołu była na rozmowie u nich. Chciało by się powiedzieć, że nic w naturze nie ginie.

Tak, obaj mając stanowiska kierownicze zawsze dawaliśmy sobie cynk w takich sytuacjach. Zresztą rynek korpo w moim mieście jest tak mały, że gdzie któryś z pracowników by się nie rozglądał, to zazwyczaj przełożony o tym wie. Tylko pracownicy są nieświadomi.

Dziś od razu wziąłem tą dziewczynę na rozmowę aby wybadać sytuację i raczej nie śmignie, ale przyznam, że to całkiem zabawne rozmawiać z ludźmi na temat ich potencjalnych ruchów, znając poniekąd prawdę do której nie chcą się przyznać. Niestety trochę to burzy wiarę w ludzi...
  • awatar Bezimienny: @Szkotka: Ja nigdy nie potraktowałem kogokolwiek negatywnie bo poszedł na rozmowę, wręcz przeciwnie, jak ktoś jest dobry to raczej patrzę jak taką osobę zatrzymać. Miałem kilka takich przypadków i ludzie u mnie zostawali, dlatego też uważam że warto wiedzieć bo można czasem talenty zatrzymać i zawczasu zareagować.
  • awatar Szkotka: @Bezimienny: Rozumiem pracodawców, ale naprawdę są granice. Zresztą nigdy nie można być pewnym, że ktoś na pewno będzie lojalnym pracownikiem bo wywiad srodowiskowy wypadł obiecująco. Wyjątkowo mnie to wkurza bo sama siedzę w małym grajdole i widzę jak dzwonią na pogaduszki. Fuj.
  • awatar Szkotka: @Bezimienny: Nie wolno nam rozpowiadac, że ktoś u nas stara się o pracę. To jest sprawa między pracownikiem a ewentualnym pracodawcą. Takie dyskusyjki są po prostu obrzydliwe. Dla mnie to jest taka sama sytuacja jakby mój lekarz dyskutowal o moich chorobach z obcą osobą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
F. wysłał mi zdjęcie grobu mojej mamy.

Ciekawe czy chciał mi przez to powiedzieć, że był u niej na cmentarzu z nią pogadać, czy że chce pogadać ze mną...
 

 
W pracy wymieniają nam telefony na nowe przez co miałem możliwość wykupienia obecnego iPhone'a. I co się stało pierwszej nocy po wykupieniu? Telefon z impetem zrzuciłem z łóżka jak wstrząsnąłem kołdrą w nocy bo mi się zrobiło gorąco. Nawet nie wiedziałem że z nim spałem, pewnie coś wieczorem dziubałem i położyłem go na drugim końcu łóżka. Jak telefon walnął o podłogę to w sekundę się obudziłem ale uznałem że nie będę sprawdzać czy jest cały bo jeśli nie to już bym nie przesłał reszty nocy.

Chyba jakieś prawo murphiego zadziałało, bo o służbowe telefony zawsze dbam, nigdy nie miałem z nimi żadnego wypadku, a tu w momencie przejścia na własność, ten zaliczył glebę. Identycznie jak mój prywatny samsung który miał zderzenie z podłogą już pierwszego dnia bo mi się wyślizgnął.

Telefony nie mają szczęścia do mnie ale ja mam szczęście do telefonów bo pomimo upadków oba pozostały bez szwanku ;)
  • awatar deja vu: jak to nie mają szczęścia? One mają bo tak fortunnie upadają że nic im sie nie dzieje. A Ty tym bardziej masz bo mimo, że nimi rzucasz to nic im sie nie dzieje :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
"Odnowienie" kontaktu z F. skończyło się tak szybko jak się zaczęło. Po tych miesiącach w sumie chyba nawet nie bardzo wiem o czym mam z nim gadać, a nawet jakbym chciał pogadać na poważniejsze tematy, jakoś mam wrażenie, że podchodzilibyśmy do tego ze zbyt dużą rezerwą.

Niemniej jednak z tej naszej krótkiej rozmowy jedno bardzo mi się wryło w pamięć. F. od lat ma problemy z kręgosłupem, więc rzeczą naturalną było że zapytałem czy ma się dobrze. Pewnie będąc razem zbyt rzadko go o to pytałem, bo F. przy rozstaniu zarzucił mi, że się nie interesowałem, co nie było prawdą. Zawsze się o niego martwiłem, wiedziałem, że może nadejść taki dzień że będę musiał się nim zaopiekować, ciułałem kasę żeby zapewnić mu specjalistyczną opiekę jeśli będzie taka potrzeba. Nie wyrażałem tego słowami, gestami bo opiekując się chorą matką przez lata oglądałem jej cierpienie i na każde pytanie o to jak się czuje słyszałem o jej bólu przez co w pewnym sensie chyba trochę się od tego uodporniłem. Nie chciałem tego powielać w relacji z F. Teraz wiem, że to byłe złe bo ten mógł to odbierać jako brak troski.

No ale do sedna. Zapytałem go o ten nieszczęsny kręgosłup na co ten opowiedział, że bez zmian, co raczej nie jest dobrą nowiną. Cały czas jest na lekach przeciwbólowych ale stara się sobie ulżyć przez ćwiczenia. I jak powiedział, na operację na razie się nie decyduje, bo za bardzo się boi, że sam sobie nie poradzi jak zostanie przykuty do łóżka albo co gorsza, gdyby wylądował na wózku.

Dobra, pewnie z jednej strony chciał mi zasygnalizować że jest sam, ale z drugiej, cholera to ja miałem być tym gościem który by się nim opiekował czego byłem świadomy od samego początku i na co byłem gotowy. Wszak lata opieki nad matką pewien instynkt opiekuńczy we mnie wytworzyły. I mimo, że to już nie moja sprawa, bo F. sam sobie wybrał taki los zostawiając mnie, cały czas moje myśli krążą wokół niego że jak ten kręgosłup mu na prawdę jebnie to będzie jeszcze gorzej niż jakby miał się poddać operacji. I boję się, że naprawdę pozostanie z tym sam...
  • awatar Bezimienny: @deja vu: wiem, wiem ale ciężko nie myśleć i się nie martwić...
  • awatar deja vu: Ale to przecież był jego wybór nie Twoj..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jakiś czas temu natrafiłem na historię księdza który publicznie powiedział, że jest gejem i wystąpił z kościoła, jednocześnie opisując hipokryzję tej instytucji.

Znalazłem go na fb, gdzie ten dość często komentuje bieżące wydarzenia. Gość stał się bardzo aktywny, bierze udział w marszach równości, ale co najfajniejsze, gdzieś w międzyczasie przemyca tą codzienność - wspólne śniadania czy czas spędzony z nowo poznanym facetem. I stał się dla mnie pewnego rodzaju, hmm, może nie wzorem, ale takim nadawaczem nadziei. Bo gość zaczyna życie od nowa, mimo że jest starszy ode mnie pokazuje to jak się można jarać życiem. Pokazał mi w pewnym sensie, że jeszcze nie wszystko stracone i gdzieś tam pewnie jak on, i ja odzyskam tą wiarę w ludzi i być może jeszcze coś stabilnego w przyszłości zbuduję. Tak, będąc w wieku chrystusowym, miałem myśli że już mnie nic ciekawego w życiu nie spotka, i że w tym wieku ci co normalniejsi są już w poważnych związkach a reszta to tylko poszukiwacze przygód, z którymi mi nie po drodze. Ale potrzebowałem trochę czasu, żeby zrozumieć, że ja sam jestem jednym z tych z "poważnych związków", więc pewna iskierka na nowe zawsze jest, bo życie różnym ludziom pisze różne scenariusze.

Mam nadzieję, że mojemu nadawaczowi nadziei wszystko ułoży się po jego myśli.
 

 
Oprócz pracy w korpo, od kilku lat też nauczam. Ale coraz bardziej mnie to męczy i myślałem, aby w tym roku to rzucić w pizdu.

I pomyślałem, że mam całkiem dobre argumenty - że się wyprowadzam i nie wiem gdzie będę mieszkać więc odpada nauka w domu (wszyscy mieszkają w okolicy) i musieli by dojeżdżać. Drugi argument to ten, że w związku z awansem w pracy często wyjeżdżam i nie ma mnie minimum raz w miesiącu w Polsce, albo gdy mam gości z zagranicy to też mnie nie ma. Zaproponowałem każdemu zastępstwo za moją skromną osobę.

I co? Żodyn z siedmiu uczniów nie zrezygnował. Żodyn. Każdy zaczeka, dopasuje się z terminami, nie chce nikogo innego. I chuj.

To pocieszające bo widać, że dzieciaki mnie polubiły a starzy zaufali, ale też wkurzające bo przez mój brak asertywności kolejny rok szkolny będę przeklinać mój brak asertywności.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po tym jak przedwczoraj T. zaczął się do mnie tulić w kinie, wczoraj poszliśmy na całość. Miałem dość długi dzień w pracy i gdy powiedziałem T. że czuję się jak naleśnik, ten niemal natychmiast przyjechał do mnie z winem. I został na noc, co przestało mu się zdarzać od kiedy zadecydowaliśmy, że nie będziemy razem. Od samego początku wiedziałem co się kroi bo T. od samego wejścia się do mnie kleił, nie mówiąc już o namiętnych pocałunkach. No ale przyjaciele przecież się nie całują...

I tak zacząłem się zastanawiać, a łącząc pewne fakty zacząłem snuć teorie spiskowe. T. po tym jak po kinie poszliśmy zjeść, spytał mnie, ni z gruchy ni z pietruchy, czy mam kontakt z F. Myślę, że nie zapytał przypadkowo, bowiem mógł się domyślić że odnowiliśmy kontakt po tym jak pochowaliśmy psa. Odpowiedziałem twierdząco, że przez parę dni ze sobą pisaliśmy. I tak siedząc dziś w pracy, przypomniała mi się sytuacja jak jechaliśmy z psem na cmentarz gdy T. prowadząc, odwrócił się do nas i zauważył że trzymamy się z F. za rękę. Jego spojrzenie z moim kierunku było wręcz przeszywające...

Może to tylko moja chora wyobraźnia, ale co jeśli T. poczuł zagrożenie, że wrócimy do siebie z F?
  • awatar Bezimienny: @Indira: Zanim się rozstaliśmy też ze sobą sypialiśmy, więc łóżko tu chyba nie jest wyznacznikiem =]
  • awatar Indira: @Bezimienny: Skoro poszliście na całość to raczej jeszcze nic nie stracił :)
  • awatar Bezimienny: @Indira: Raczej nie co może stracić, a co stracił...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wyskoczyliśmy dziś z T. do kina. Nie widujemy się już codziennie, ale codziennie piszemy między sobą, wiadomość na dzień dobry i dobranoc to nadal nasza tradycja czy choćby jak któryś gdzieś wyjdzie to daje drugiemu znać czy bezpiecznie wrócił do domu.

No i rezerwując bilety, przez chwilę zastanowiłem się czy zarezerwować podwójne siedzenie w kinie, no ale żeby uniknąć niezręczności wziąłem normalnie dwa fotele. I co? Przez niemal połowę seansu T. był we mnie wtulony, gdzieś tam mnie pocałował w szyję jak opierał głowę o moje ramię, czy głaskał po ręce albo splatał nasze dłonie. Przyjaciel się tak nie zachowuje.

I nie wiem, czy on po prostu potrzebuje bliskości, czy nadal tlą się w nim jakieś uczucia do mnie...
 

 
Nawet nasza fryzjerka dopytuje czy mam kontakt z F...
 

 
Tak przeglądając ogłoszenia o mieszkania, mam wrażenie że o ile kiedyś modne były meblościanki, tak teraz modne są chyba meblokuchnie, gdzie wzdłuż pokoju jest kuchnia pociągnięta po całej ścianie.

Ja rozumiem aneks kuchenny, jakoś połączony w kącie z pokojem, ale kuchnia ciągnąca się przez cały pokój? Tragedia!
  • awatar Gusia: Bardzo praktyczne, zwłaszcza jeśli jest to połączenie salonu z kuchnią, ładne zresztą też jeśli umie się dobrać meble
  • awatar mietowy.dzem: czesto da sie to spotkac :/ nie wiem czy to ma byc ładne czy praktyczne... ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ahh, a żeby było mało, od czasu jak pochowaliśmy psa, znów nawiązaliśmy kontakt z F. Nic wielkiego i bez godzinnych gadek, po prostu kilka wiadomości na messangerze o jakichś głupotach, trochę bieżączki czy wspominek. Nie wiem po co, ale czuję że obaj mieliśmy potrzebę po prostu pogadać od czapy jak dawniej...
 

 
Gadam z T. i ten mówi, że rozmawiał z siostrą bo chciał do niej lecieć w przyszłym miesiącu bo ma trochę wolnego, ale jak powiedział, odpuścili, bo przypada to w weekend kiedy są moje urodziny.

I nie wiem jak to interpretować. Czy zdecydował się nie lecieć bo chce być tu i wspólnie z naszymi przyjaciółmi moje urodziny świętować, czy jeśli rozważał że mielibyśmy lecieć wspólnie, nie chciał aby impreza urodzinowa przepadła, mimo że żadnych konkretów nie ma.

Pierwotnie mieliśmy lecieć razem, ale to jeszcze było za czasów jak tam się do siebie przymierzaliśmy, ale jeśli to się skończyło to nie wiem nawet czy patrzał na ten wyjazd w tych kategoriach...
 

 
U: Jak tam sprawy męsko męskie i mieszkaniowe?
Ja: Bez zmian, ani faceta ani mieszkania

Moje życie w pigułce.
 

 
Żegnałem dziś w pracy dziewczynę, która kiedyś pracowała dla mnie, później przeniosła się do innego działu, po czym życie tak jej się ułożyło że się rozwiodła, chajtnęła ponownie i przeprowadziła do Holandii, skąd pracowała zdalnie. No ale wiadomo, żyjąc za granicą, nie da się pracować zbyt długo zarabiając złotówki. Dziś N. przyjechała zdać sprzęt i pożegnać się z ludźmi.

I tak chwilę pogadaliśmy co u nas, powiedziałem, że moje życie wywróciło się do góry nogami, że rozstałem się z F., szukam mieszkania no i generalnie zaczynam życie na nowo. Ta powiedziała, że widziała na fb, że pojawił się w moim życiu ktoś nowy, ale jakoś głupio było jej zapytać (pewnie dlatego że byłem jej szefem, no ale mimo wszystko mieliśmy całkiem dobre relacje).

I uświadomiłem sobie jaką moc mają social media i to, jak rzeczy niedopowiedziane powodują falę domysłów, tylko przez kilka głupich zdjęć. Ale też to, jak łatwo ulegamy pewnej manipulacji i stereotypom, bo pomimo pełnej akceptacji którą ta dziewczyna reprezentuje, zresztą sama jest ofiarą pewnych stereotypów, łatwo było jej dojść do wniosku, że skoro jestem gejem to każdy facet u mego boku musi być moim facetem. Zrozumiałem też czemu F. po tym jak ostatnio spotkaliśmy się po pochówku psa, niemal z automatu wystrzelił że widzi że u mnie wsio ok i że ułożyłem sobie życie. Pewnie też doszedł do wniosku że jesteśmy z T. parą.

Tak, domysły są bardzo łatwą sprawą w codziennym świecie. Szkoda, że nie potrafimy rozmawiać aby sprawdzić jak jest naprawdę...
  • awatar Bezimienny: @Gusia: wyprowadzę się to i nowe życie się zacznie =]
  • awatar Gusia: sam widzisz że ze związku z F nie wyniknęło nic dobrego dla ciebie a mimo to ciągle ciągniesz w tamtym kierunku, szukałeś już psychologa? czas zacząć żyć bez jego wspomnienia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mam sąsiadkę, której wnuka uczyłem parę lat temu. Jako że mieszkamy na tym samym osiedlu, a że jest to kobieta już w słusznym wieku, jak coś potrzebowała to zawsze jej tam podskoczyłem pomóc. Mamy dobre relacje, bywało że czasem tam do niej podskoczyłem na kawę aby z nią posiedzieć, nie mówiąc już, że obowiązkowo na wszelkie urodziny jej czy jej wnuka byliśmy z F. zapraszani na rodzinne obiadki.

Ostatnio do mnie dzwoniła i nie wchodząc w szczegóły, niemal ze łzami prosiła bym jej pomógł z pewną sprawą. A następnie powiedziała coś, że łezka zakręciła się mi. Powiedziałem, że pomogę, wszak nigdy jej nie odmawiam, na co ta odpowiedziała, że dziekuje bo może zawsze na mnie i na F. polegać. Powiedziała że jesteśmy cudowne chłopaki i życzy nam jak najlepiej.

Nie miałem serca jej powiedzieć że nie jesteśmy już razem...
 

 
Mój psiak długo chorował na serducho i to cud, że jak na tak dużego psa przeżył aż 16 lat. W gabinecie w którym go usypialiśmy wszyscy go znali, bo był tam gościem od lat. Tak jak zresztą ja, bo co dwa tygodnie byłem tam po leki dla niego.

Gdy przyjechaliśmy do gabinetu, T. poszedł wszystko załatwić, a my czekaliśmy w samochodzie, bo ja nie byłem w stanie nic mówić. I gdy weszliśmy, kobieta z recepcji już płakała jak F. niósł psa. Poszliśmy do gabinetu, pies dostał zastrzyk i jak się z nim pożegnaliśmy, poproszeni zostaliśmy o przejście do poczekalni. Minęło parę minut, po czym recepcjonistka po nas podeszła i jak zobaczyła nas z F. wtulonych w siebie, zaczęła znów płakać. Podeszła do nas, przytuliła się i tak chwilę wspólnie ryczeliśmy. Później jak się rozliczałem, ta nie była w stanie wydusić słowa.

To niesamowite, jak ludzie, nawet wydawałoby się obcy potrafią się przywiązywać do zwierząt. Ta kobieta przeżywała to w równym stopniu co my...
  • awatar Gusia: Znam to. Zostawiłam ciało kotki razem z jej rzeczami. I gdy po jakimś czasie przyszłam je odebrać okazało się że oni nie wiedząc czemu zwierzę się dusiło zrobili jej sekcje
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Uśpiłem dziś mojego największego przyjaciela. Psiaka, który towarzyszył mi przez ostatnie 16 lat. Ostatnimi dni było już z nim na tyle kiepsko, że nie mogliśmy podjąć innej decyzji :(

T. był na tyle kumaty w całej tej sytuacji, że dał znać F. o tym co się dzieje i mimo że myślał że będę miał mu za złe, uważam że dobrze zrobił. Bo jakby nie patrzeć, F. był obecny przez połowę jego życia, więc to był też jego pies. Ja szczerze mówiąc o tym nie pomyślałem, bo w takiej sytuacji raczej ciężko o takich rzeczach myśleć.

I muszę przyznać, że F. zachował się jak należy. Przyjechał do mnie, na samym progu mnie przytulił, pożegnał się z psem, a także był przy mnie u weterynarza czy w momencie pochówku na cmentarzu. Cały czas byliśmy w siebie wtuleni czy trzymaliśmy za rękę gdy to wszystko się działo. Myślę że T. na takie gesty w obecności obcych ludzi by się jednak nie odważył. Stał obok, jak mówi asekuracyjnie, ale myślę że to obecność F. więcej mi dała w całej sytuacji. Przyznam, ze dziwnie było, tak jak kiedyś, siedzieć wspólnie ze splecionymi dłońmi głaskając się po dłoniach.

Po wszystkim pojechaliśmy do F. Pogadaliśmy pierwszy raz od tych paru miesięcy, ale mimo wszystko było jakoś... tak, dziwnie. Inaczej tego nie potrafię określić...