• Wpisów:3505
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 23:40
  • Licznik odwiedzin:373 858 / 4696 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
W zeszły weekend wybrałem się do Łodzi. I muszę przyznać że to bardzo ładne miasto. Na każdym kroku widać że było to miasto przemysłowe, ale widać też że bardzo dużo się robi aby je zrewitalizować zachowując pamięć o jego przeszłości. Co prawda nie jest to miasto z niewiadomo jakimi zabytkami bo wszystko kręci się wokół Piotrkowskiej, no ale tylu pięknych starych kamienic juz dawno nie miałem możliwości uświadczyć w jednym miejscu. Nie jest to też miasto ze starówką, rynkiem czy miejsami tak powszechnymi, niemniej jednak jadąc tam trzeba mieć świadomość jaką 'funkcję' to miasto kiedyś pełniło, co moim zdaniem jest kolejnym argumentem by je zobaczyć.

A w najbliższy weekend jadę do Suwałk! Bo przecież nie ma nic lepszego jak spontan i kilkugodzinne podróże ze Szczecina byleby tylko spędzić miło czas z przyjaciółmi :)
  • awatar .niekompatybilna.: Hej. Co sie z toba dzieje daeno nie pisales
  • awatar Gość: Uć to ładne miasto i to bardzo? Hahaha hahaha haha haha haha jak w tym powiedzonku, widać żeś w... wiadomo gdzie był i wiadomo co widział hahaha tylko zależy z jakiej perspektywy haahahahahah
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Za tydzień mogę się wprowadzać do nowego mieszkania!

Jestem mega podekscytowany!
  • awatar Coin-operated boy: i jak? na swoim to jednak na swoim ;)
  • awatar deja vu: super! gratulacje! :) święta i Nowy Rok na swoim! to sie nazywa super zakończenie roku! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W piątek napisała do mnie moja agentka że mieszkanie jest już puste i na mnie czeka. To akurat jest dobra wiadomość, bo pierwotnie obecny właściciel chciał dodatkowe 2 tygodnie na wyprowadzkę od czasu podpisania właściwej umowy.

Fakt, że obecny właściciel już zwolnił mieszkanie oznacza, że jak tylko bank da zielone światło, będę mógł się przeprowadzić jeszcze szybciej.

Nie mogę się doczekać, niech ten bank się w końcu ogarnie z decyzją kredytową...
 

 
No i sprawy zaczęły się komplikować.

F. pisze codziennie, dziś widzieliśmy się po raz drugi. Podczas ostatniego spaceru ten robił jakieś podjazdy z przytulaniem mnie czy łapaniem za rękę. Dziś było podobnie. Nie wiem czemu to odwzajemniłem, chyba najzwyczajniej w świecie brakowało mi bliskości czy tych najprostszych gestów, których T. tak bardzo mi odmawiał. Na szczęście F. wyjechał na 2 tygodnie do Brazylii więc jest szansa że nie będzie się odzywać a ja znajdę czas aby wszystko na spokojnie przemyśleć...

Z T. nic się nie zmieniło, świadomość, że on nie chce być ze mną, pozwala dość go głosu rozsądkowi. Tyle, że fakt, że spędzamy ze sobą tak dużo czasu, że są gdzieś pocałunki w przelocie, jakoś ten rozsądek zaburza. I pomimo że nie jesteśmy razem, czuję się też nie fair w stosunku do niego przez całą sytuację z F.

Czuję się jak kurwa.
  • awatar Indira: I cały czas czekasz na to, co dzieje się w ich życiu, zamiast wziąć swoje sprawy w swoje ręce. Może po prostu taka huśtawka i wykorzystywanie emocjonalne Ci nie przeszkadza? Obaj dostają od ciebie wszystko, czego chcą; na ich miejscu też nie czyniłabym żadnych gwałtownych ruchów, bo i po co, skoro Ty się na wszystko godzisz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ja: Zatrudniłem dziś tak przystojnego faceta, że chyba go zwolnię i poderwę (powiedziałem to oczywiście w żartach jak spotkałem się z A.)

Jakieś pół godziny później dzwoni telefon:

A: Tyyyy, a nie mówiłeś, że kogoś dziś zatrudniłeś? A nie ma na imię K.? Masz go zostawić bo właśnie się dowiedziałam, że go zatrudnili w Twojej firmie i pracuje pod Tobą. No i ma narzeczoną!

Mały świat ;)
 

 
Spotkałem się dziś z moją przyjaciółką aby wygadać się z tego co ostatnio się wydarzyło. Najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie trzymanie się z daleka zarówno od T. jak i F. tylko o rozsądek ostatnio u mnie ciężko.

Zamiast nowego mieszkania powinienem się chyba zastanowić nad wstąpieniem do jakiegoś jebanego zakonu. Choć pewnie i tam bym znalazł sobie kilku takich którzy rozpieprzali mi system tak jak teraz tych dwóch...

Moi przyjaciele mówią abym brał życie jakim jest. Chyba nie powinienem ich tym razem słuchać i wraz z aranżacją nowego mieszkania, powinienem się poważnie zastanowić kogo chcę do niego w ogóle wpuścić...
 

 
F. przyjechał do mnie przedwczoraj, dzień przed moimi urodzinami. Z tortem. To on był tym, który zawsze mi go kupował w urodziny, więc uznał, że w tym roku nie może być inaczej. Niemal przez cały wieczór F. był we mnie wtulony gdy rozmawialiśmy i oglądaliśmy TV. Tak jak dawniej. Otworzyliśmy butelkę wina, potem drugą, w efekcie czego F. został na noc.

Dziś wieczorem natomiast napisał, czy wpadnę do niego jutro na śniadanie. Myślę, że to zasługa jego przyjaciółki która z nim siedziała.

Sprawy chyba zaczynają przybierać nieoczekiwany obrót.
  • awatar dwie-pokrywki: Moje doświadczenie życiowe mówi,żeby myśleć tkanką do tego przeznaczoną ;) i że nauczenie się, jak być samym że sobą, żeby było fajnie, świetnie rokuje na związki.
  • awatar Indira: @Bezimienny: To skupienie jest tylko w tobie. Nie czekaj na kredyt i nowe mieszkanie, tylko weź życie w swoje ręce i podejmij decyzję, nie czekaj, aż decyzja podejmie się sama albo ktoś podejmie ją za ciebie. Byłeś kiedyś sam? Nie to, że sam w oczekiwaniu na nowy związek, tylko po prostu sam ze sobą? A jeżeli odpowiada ci gra na dwa fronty i że oni robią z tobą co chcą, bo jesteś kompletnie bezwolny, to też spoko, ale wtedy nie marudź.
  • awatar Bezimienny: Jestem w pieprzonym rozkroku i nie wiem co dalej. Rozum mówi "spierdalaj od nich obu", serce wręcz przeciwnie... Z T. nic nie będzie bo ten na każdym kroku mi to mówi, tylko ja tego nie mogę chyba przyjąć do wiadomości. Od F. też powinienem trzymać się z daleka tylko też ciężko tu o jakikolwiek rozsądek. Zbliża się kredyt, wyprowadzka, urządzanie nowego mieszkania więc mam nadzieję że to pozwoli skupić mi się na układaniu życia na nowo - nie tylko tego "fizycznego" ale i psychicznego...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Po ostatnim wyjeździe służbowym podczas którego zgarnąłem mandat w Niemczech, moja managerka, przy decyzji o tym który prom mamy zarezerwować na środowy wyjazd do Kopenhagi, uznała że "ten wcześniejszy" bo ja potrafię przydepnąć podczas jazdy.

A mandaty same się będą płacić ;)
 

 
A jak już jesteśmy w temacie urodzin, mamy w naszej paczce przyjaciół tradycję że jak któreś z nas ma urodziny, to gdzieś się wzajemnie porywamy i zrzucamy na mały upominek. T. napisał mi wczoraj, że przyszedł mój prezent. Gdy zacząłem go zamęczać co tam wymyślili, ten powiedział, że to nie jest wspólny prezent, ale coś tylko od niego. Przyznam, że mnie tym zaskoczył bo nie spodziewałem się że ten kupi coś tylko od siebie.

Gdy powiedziałem o tym J, mojej przyjaciółce z pracy, a także to, że F. coś prawdopodobnie kombinuje, bo nie wierzę w przypadkową wizytę po telefon, ta powiedziała, że ma wrażenie że ci dwaj zaczynają o mnie rywalizować i że jest ciekawa który wyskoczy z lepszym prezentem.

Tyle, że prezenty to ostatnia rzecz której ja teraz potrzebuję...
 

 
Wyszliśmy dziś z grupą najbliższych współpracowników na małą kolację. I jako że zbliżają się moje urodziny (i dwóch managerów którzy mają urodziny równocześnie ze mną), reszta się skrzyknęłą i zrobiła nam małą niespodziankę urodzinową.

Moi współpracownicy wiedzieli co się ostatnio wydarzyło w moim życiu. Wiedzieli że rozstałem się z F, że szukałem (i znalazłem) mieszkanie, że zaczynam nowe życie. I przyznam, że chyba nic nie zrobiło mi większej przyjemności jak kartka z życzeniami od nich. Nawet prezent który od nich otrzymałem, nie spowodował tylu łez na mych polikach, co te szczere życzenia miłości, czego życzył mi każdy, radości w nowym mieszkaniu czy makaronu z krewetkami po uszy.

Fajnie wiedzieć, że ma się wsparcie wśród ludzi z którymi pracuje się na co dzień...
 

 
W sobotę mam urodziny. Wczoraj dzwonił do mnie F. czy będę w domu w piątek/ sobotę bo chciałby wpaść odkupić mój telefon służbowy.

Przypadkowo w moje urodziny. Jasne.
 

 
Im bliżej przeprowadzki, tym coraz bardziej jestem podekscytowany, ale i też przerażony.

Jakby nie patrzeć, nigdy nie byłem sam. Abstrahując już od tego, że byliśmy razem z F. przez tyle lat, mieszkaliśmy w moim domu rodzinnym. W domu w którym zawsze ktoś był. Zawsze była w nim moja mama, która z racji swojej choroby była przykuta do łóżka. Teraz jest babcia czy siostra. Jak mieszkałem za granicą też byłem otoczony ludźmi. A już niedługo będę sam. Jak palec.

I tej samotności się najbardziej boję. Boję się pustej chaty. Bo jeszcze nigdy jej nie doświadczyłem...
  • awatar Bezimienny: Mam nadzieję że macie rację :)
  • awatar deja vu: Początki bywają trudne, ale to wszystko kwestia przyzwyczajenia. Pare tygodni będzie dziwnie. Później tak przywykniesz, że zbyt długie towarzystwo czyjejś osoby zacznie Ci przeszkadzać :P
  • awatar Just Live Your Life.: Jeszcze Ci się spodoba ta pusta chata :) No chyba, że należysz do osób, które kompletnie nie lubią przebywać same i wolą wieczne towarzystwo niż święty spokoj i pełną swobodę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Byłem dziś z T. w kinie, później na kolacji. Nie zasiedzieliśmy długo bo ten ma jutro dyżur. No ale na zakończenie odprowadziłem go do domu. Często to robię jak gdzieś wychodzimy, jestem wówczas spokojniejszy, choć wiem że złego szlag nie trafi.

Doszliśmy do jego domu, po czym ten wyskoczył, że zamówi mi taksówkę. Nie docierało do niego, że wrócę autobusem, T. uznał, że jest 'po meczu' (T. mieszka na trasie ze stadionu) i mam nie dyskutować. Zamówił tą nieszczęsną taksówkę, zapłacił za nią i kazał bezpiecznie wracać.

Takimi gestami wcale nie ułatwia mi oderwanie się od niego...
 

 
Mam swoją ulubioną restaurację w której często jadam, w której kelnerką jest moja dalsza znajoma.

Trzy dni temu byłem tam na kolacji z F, dzisiaj z kolei wyszliśmy tam zjeść po kinie z T.

Nie chcę myśleć co ta znajoma sobie o mnie myśli ;)
 

 
Wracając dziś z dziewczynami z obiadu u babci, poruszyliśmy temat matki T. i tego czy może się czegokolwiek o nas domyślać. K. powiedziała że może niekoniecznie po mnie bo z zachowania czy wyglądu nikt się tego nie domyśli, ale T. jest książkowym przykładem geja. K. podsumowała mnie zresztą, że chyba gustuję w takich facetach, bo zarówno po T. jak i F. widać że są gejami na pierwszy rzut oka.

Hmmm, a może to raczej kwestia poszukiwania faceta który nie ma problemu z samym sobą?
 

 
Mama T. nazwała mnie dziś swoim przyszywanym synem.

Siedzieliśmy u niego, gdy ta w pewnym momencie do nas wparowała. Była trochę podchmielona, co T. się nie spodobało i zaczął na nią warczeć, no ale rozmowa zeszła na tematy rodzinne i tam jakąś samotną ciotkę. W pewnym momencie ta zaczęła swój wywód, że ma męża, córę, kierując się w stronę T. powiedziała że ma syna i nagle w moim kierunku rzuciła "i dru... i przyszywanego syna".

To już nie pierwszy raz gdy ta rzuca tego typu komentarzem w moim kierunku. Ciekawe czy chciała dać pewną aluzję T. czy to tylko procenty i pierdolenie od rzeczy. Albo wręcz przeciwnie...
  • awatar Bezimienny: @RandomWomen: też mi się tak wydaje, tylko do T. to nie dociera...
  • awatar RandomWomen: Matki zawsze wiedzą... Ostatnio moja sąsiadka stwierdziła, że jej syn raczej będzie gustował w chłopakach i poparła to obszernym komentarzem, mały ma 7lat ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
T. coraz śmielej poczyna sobie mówiąc o nas. Mimo, że to on był tym, który od samego początku mówił, że nie ma 'nas'.

Ostatnie wydarzenia, czyli znalezienie mieszkania, podpisanie umowy, załatwianie kredytu, spowodowały że temat mojej przeprowadzki czy urządzania jest coraz częstszy. I T. coraz to częściej mówi o 'naszym' salonie, meblach czy tym, kto będzie choćby gotować. Gdy zobaczył akt notarialny, zapytał gdzie jego klucze. Mówi o tym, jak to jego pies będzie leżeć na tarasie czy w ogródku. Ostatnio nawet doszło do tego, że gdy powiedziałem mu że po przeprowadzce dzieciaki będą musiały do mnie przyjeżdżać na lekcje bo ja nie mam zamiaru dojeżdżać, ten zaczął się zastanawiać jak to będzie w weekendy i czy rano będzie musiał się chować w sypialni żeby go nie widzieli. Tak jakby już wiedział, że będzie tej sypialni wystrojem.

Ale gdybym zaczął jakąkolwiek rozmowę na temat 'nas', jestem pewien że będzie jak to było wcześniej- T. zbyłby to głupkowatym żartem. Jestem ciekawy jak się sprawy dalej potoczą.
 

 
Spotkałem się z F. na tym nieszczęsnym cmentarzu, a później wyszliśmy na kolację. Gdy T. się o tym dowiedział, przyznał że go zamurowało, a zapytany o co mu chodzi strzelił focha pt "nic", "nie ważne".

Pies ogrodnika. Autentycznie.
 

 
T. chciał wczoraj wyskoczyć na kawę, ale ja nie mogłem bo miałem zajęcia z dzieciakami więc zaproponowałem dziś obiad po pracy. Ale jako że zbliża się wszystkich świętych podsunąłem pomysł, żeby pierw skoczyć na cmentarz posprzątać.

I jak T. był już w drodze, dostałem wiadomość od F. że ten po pracy też jedzie na cmentarz. Niemalże w tym samym czasie co my. Nie zastanawiając się, napisałem F. że ja pojadę żeby ten sobie gitary nie zawracał, no ale ten za wygraną nie dawał i napisał że najwyżej ja będę pierwszy to posprzątam. Uznałem, że w takim razie muszę odwieźć T. od mojego pierwotnego pomysłu, co się udało, więc w odpowiedzi na to 'posprzątam' odpisałem że ja jadę jutro. F. zakwękał w żartach, że to nie fair, bo miałem być pierwszy by posprzątać, więc co zrobiłem ja? Zaproponowałem żeby ten pojechał ze mną jutro.

Kurwa. Na przyszłość muszę pierw myśleć, później pisać. Nigdy na odwrót.
 

 
Zadzwonił do mnie F.

Potrzebował pomocy w kwestiach zawodowych, bo jakby nie patrzeć mamy te same stanowiska i jak przyznał nie ma do kogo zadzwonić aby się poradzić.

Rozmawialiśmy przez półtora godziny, na tematy stricte zawodowe ale w pewnym momencie zeszło na prywatę. Jakoś poruszyliśmy temat telefonów służbowych i tego że mam mojego starego iPhone'a na sprzedaż bo wymienili mi go na nowszy model. Ten powiedział żebym wstrzymał ze sprzedażą, bo może go odkupi ale musi sprawdzić czy mu się kasa będzie zgadzać bo ma przed sobą koszta okołokredytowe (F. tez kupuje chatę) a nie ma przed sobą perspektywy księcia na białym koniu który z nim będzie ten kredyt dzielić. Nie wiem w jakim celu wyskoczył z tym tekstem ale poradziłem mu żeby lepiej szukał na co ten niemal z automatu odpowiedział że nie ma na to szans bo dookoła sami debile.

I nastała niezręczna cisza. Ale taka w chuj niezręczna.

No cóż, ja księciem na białym koniu nigdy nie byłem ale kiedyś chciałem kredyt dźwigać wspólnie z nim. Dobrze że do tego nie doszło patrząc na to co się wydarzyło, no ale z drugiej strony wiedząc że ten spotyka sie z innymi facetami mam chyba lekką satysfakcję z tego że zobaczył jak to jest... Skoro było mu ze mną źle, niech ten kredyt dźwiga sam żyjąc marzeniami o księciu. Ja ze swoim kredytem dam sobie radę.
 

 
Kurwa ja nie wierzę że matka T. się nie domyśla.

T. dziś powiedział mamie, że święta spędzi u mnie na co ta rzuciła tylko tekstem że znów będą z ojcem sami jak kołki. I w zasadzie nie zdążyłem odpisać że przecież nie będzie tak że zostaną sami przez całe święta, ten napisał, że mama powiedziała to w żartach i nawet nie zająknęła się na ten fakt, a nawet zaoferowała suszone grzybki ;)
 

 
Doszło do tego, że mama T. wysyła nam obu te same filmiki na fb przez messangera, wiedząc że ten jest u mnie. I o ile od jakiegoś czasu myślałem, że może się ona nieco domyślać, że jesteśmy parą, tak T. powiedział, że ostatnio jak rozmawiali, to ta pytała czemu kupiłem 2- pokojowe mieszkanie zastanawiając się co będzie jak będę miał dzieci.

Także chyba jednak się nie domyśla.

Co lepsze, ponoć byłem tematem ich nieco dłuższej rozmowy, podczas której T. omal się nie wygadał że jest gejem. Ciekawe jakie tematy poruszali, że ten był blisko wyoutowania, ale w sumie szkoda, że tego nie zrobił bo byłoby mu łatwiej pogodzić się z samym sobą...
 

 
W poniedziałek jadę załatwiać kredyt, we wtorek podpisuję umowę przedwstępną. A to oznacza, że święta spędzę już w nowym mieszkanku!
 

 
Im bardziej ja odrywam się od T. i przestałem okazywać mu zainteresowanie, tym bardziej mam wrażenie, że ten zaczął zachowywać się zupełnie odwrotnie. Albo zaczął przyjmować zachowania, jakimi darzyłem go ja.

T. ostatnimi czasy znów zaczął być tym gościem, którego poznawałem na etapie pierwszych randek. Od jakiegoś czasu znów akcentuje 'nas', gdzieś przemyca żarty o wspólnym zamieszkaniu, o tym, co będzie w 'naszej' lodówce czy śmieje się, że ostatnio na randki chodzimy na paszteciki albo kebaby. Tak, wyjście na kebsa gdzieś w przelocie nazwał randką. Znów zaczął być tym, który chce mnie zaskakiwać, robić niespodzianki choćby przejeżdżając po mnie do pracy, czy być tym, który niechętnie wraca na noc do swojego domu. Dziś bardzo tego nie chciał, ale musiał jechać bo zostawił w domu klucze od szafki w pracy, ale zapowiedział że jutro wpadnie po dyżurze (czyt: na noc).

I tak się zastanawiam, czy T. zaczął przejmować inicjatywę bo zauważył, że ja się wycofuję, a może z perspektywą mojej przeprowadzki widzi 'naszą' szansę na samodzielność. Albo przez ostatnie akcje z F. i poczucie zagrożenia boi się że może gdzieś mnie stracić. Nie mam pojęcia. Tylko czego ja się boję, to to, że teraz ja będę takim gościem jak on, czyli z jednej strony chcącym z nim być, ale z drugiej chyba już nie, po tym jak dostałem od niego jasny przekaz że tego nie widzi. To spowodowało, że i ja zacząłem analizować czy to jest facet dla mnie i zacząłem mieć coraz więcej wątpliwości...
 

 
Tak jak myślałem, podczas wyjazdu do Hamburga nie było szans na wyskoczenie na zakupy. Nie oznacza to jednak, że wróciłem z pustymi rękoma. Pamiątką z wyjazdu służbowego jest...

... zdjęcie z fotoradaru!