• Wpisów: 3479
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 21:34
  • Licznik odwiedzin: 359 101 / 4124 dni
 
znudzonyzyciem
 
Bezimienny: "Odnowienie" kontaktu z F. skończyło się tak szybko jak się zaczęło. Po tych miesiącach w sumie chyba nawet nie bardzo wiem o czym mam z nim gadać, a nawet jakbym chciał pogadać na poważniejsze tematy, jakoś mam wrażenie, że podchodzilibyśmy do tego ze zbyt dużą rezerwą.

Niemniej jednak z tej naszej krótkiej rozmowy jedno bardzo mi się wryło w pamięć. F. od lat ma problemy z kręgosłupem, więc rzeczą naturalną było że zapytałem czy ma się dobrze. Pewnie będąc razem zbyt rzadko go o to pytałem, bo F. przy rozstaniu zarzucił mi, że się nie interesowałem, co nie było prawdą. Zawsze się o niego martwiłem, wiedziałem, że może nadejść taki dzień że będę musiał się nim zaopiekować, ciułałem kasę żeby zapewnić mu specjalistyczną opiekę jeśli będzie taka potrzeba. Nie wyrażałem tego słowami, gestami bo opiekując się chorą matką przez lata oglądałem jej cierpienie i na każde pytanie o to jak się czuje słyszałem o jej bólu przez co w pewnym sensie chyba trochę się od tego uodporniłem. Nie chciałem tego powielać w relacji z F. Teraz wiem, że to byłe złe bo ten mógł to odbierać jako brak troski.

No ale do sedna. Zapytałem go o ten nieszczęsny kręgosłup na co ten opowiedział, że bez zmian, co raczej nie jest dobrą nowiną. Cały czas jest na lekach przeciwbólowych ale stara się sobie ulżyć przez ćwiczenia. I jak powiedział, na operację na razie się nie decyduje, bo za bardzo się boi, że sam sobie nie poradzi jak zostanie przykuty do łóżka albo co gorsza, gdyby wylądował na wózku.

Dobra, pewnie z jednej strony chciał mi zasygnalizować że jest sam, ale z drugiej, cholera to ja miałem być tym gościem który by się nim opiekował czego byłem świadomy od samego początku i na co byłem gotowy. Wszak lata opieki nad matką pewien instynkt opiekuńczy we mnie wytworzyły. I mimo, że to już nie moja sprawa, bo F. sam sobie wybrał taki los zostawiając mnie, cały czas moje myśli krążą wokół niego że jak ten kręgosłup mu na prawdę jebnie to będzie jeszcze gorzej niż jakby miał się poddać operacji. I boję się, że naprawdę pozostanie z tym sam...

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego