• Wpisów:3503
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:3 dni temu
  • Licznik odwiedzin:359 113 / 4124 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Spotkałem wczoraj F. w autobusie. Na moje nieszczęście przeprowadził się niedaleko mnie, więc ryzyko spotkania istnieje.

No właśnie. Ryzyko.

Wsiadając do autobusu zauważyłem że on jest w środku. I na bank on zauważył że wsiadałem ja. Jestem pewien że jak autobus podjeżdża pod mój przystanek to F. obserwuje teren. Usiadłem na drugim końcu autobusu i szczerze powiedziawszy nie wiedziałem co zrobić. I w zasadzie jak miałem wysiadać, uznałem że nie będę dzikus i się do niego przysiądę na kolejne trzy przystanki, co nie zaburzyłoby mojej drogi do pracy. I tak idąc w jego kierunku, czułem że na początku kątem oka na mnie spojrzał, ale walił ściemę że mnie nie widzi. Przecież znam go dobrze. Niemniej jednak podeszłem do niego i chwilę, jak ludzie pogadaliśmy.

Nie wiem czemu do cholery miałem jakąś chwilę zawahania na jego widok i jakąś obawę przed podejściem. On chyba ma to samo, bo mnie kiedyś olał gdy jechaliśmy razem ale ja go wówczas nie zauważyłem (o czym wiem z relacji T.) I tak się zastanawiam, czy ze mną jest coś nie tak, że nagle po rozstaniu aż tak obawiam się relacji z człowiekiem z którym spędziłem niemal dekadę? Myślę że bardziej jest to strach przed kolejnym odrzuceniem, typu 'przecież mnie rzucił, to na pewno nie chce ze mną mieć nic do czynienia' i chyba to czasem mnie blokuje by spytać choćby czy wsio u niego ok, bo jakby nie patrzeć brakuje mi naszych rozmów...

O spotkaniu powiedziałem mojej przyjaciółce. I co najlepsze - ta spotkała go na basenie dzień wcześniej. Byli razem w jakimś mini basenie, jeśli nie brodziku (jakaś solanka czy chuj wie co) więc nie było szans żeby F. nie zauważył jej i jej dziewczyny. Ten nawet na nie nie spojrzał albo odwracał się plecami, mimo że omal na nie nie wpadł. Więc chyba jest coś na rzeczy z trudnością w relacjach po rozstaniach...
  • awatar Gusia: A ja myślę że to taki typ. Tobie może być trudno po tym co ci zafundował ale z jego strony odbieram takie zachowanie jako manifestacje swojej niezależności i odrębności - choć w rzeczywistości wychodzi na zwykłego skurwielu bez klasy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Budowanie relacji, poznawanie się na nowo, wszak byliśmy parą prawie 15 lat temu, jest zdecydowanie ciekawym procesem. Nigdy nie spodziewałem się, że znów tego doświadczę bo zawsze wierzyłem ze F. jest tym z którym spędzę resztę życia.

I na tym etapie poznawania, nawet nie wiecie jak paraliżującym jest otrzymanie od T. wiadomości o treści:

"Mama pyta czy wpadniesz po pracy na obiad i gofery"

W sytuacji gdy przed pracą robiła mi śniadanie...
  • awatar Gusia: @Bezimienny: podoba mi się twoje podejście
  • awatar Bezimienny: Pożyjemy, zobaczymy ;) Doświadczenia pokazały że niczego w życiu nie można brać za pewnik ;)
  • awatar Gusia: Może musieliście przejść tę drogę aby dojrzeć do bycia razem. Teraz jako dojrzali faceci jesteście w stanie stworzyć trwały związek
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
F. to dobry gość, na prawdę, ale gdzieś się po drodze zagubił. Ja nadal trochę za nim tęsknię. Ale z każdym dniem coraz mniej trochę.

W zeszłym roku tak się stało, że odnowiłem kontakt z moim ex. Pojawił się znienacka, opowiedział o swoich kłopotach w związku, i o tym, że chce się rozstać ze swoją kobietą. Miał mega chujową sytuację i potrzebował kogoś kto go wysłucha. Staliśmy się sobie bliżsi, zaczęliśmy więcej ze sobą rozmawiać. Przyznaję. Coś między nami zaiskrzyło już przy pierwszym spotkaniu, ale uznałem to za ciągotę do pierwszej miłości i tyle. Ciągnęło nas do siebie, on bardzo mi to też dawał do zrozumienia, ale absolutnie do niczego nie doszło bo obaj byliśmy w związkach, wydawałoby się szczęśliwych, a przynajmniej u mnie, bo u niego wcale kolorowo nie było. A ja żadnych ruchów nie zamierzałem robić. On nie mieszkał w Szczecinie wpadał tu raz od wielkiego dzwonu, ale przy kolejnej wizycie, naturalnym następstwem odnowienia naszych relacji było poznanie go z F.

I to był chyba początek naszego końca.

F. i mój ex (T.) świetnie się dogadywali co mnie cieszyło bo ex z perspektywą rychłego powrotu do Szczecina dawał nadzieję na stworzenie fajnej przyjacielskiej paczki. Mój ex jest na serio fajnym gościem i mam wrażenie - a teraz w zasadzie już pewność - że F. się w nim po prostu zadurzył. My z F. przechodziliśmy trudny okres, nagle pojawił się T. który w jego wyobrażeniu dał mu obraz, że może być 'inaczej', 'normalniej' czy 'bez kłótni'. Rozstanie mojego ex ze swoją kobietą i nasze rozstanie z F. zbiegły się w czasie. Oba związki trwały 8 lat. Związek mojego ex zakończył się pierwszy, mój z F. tydzień później.

Obaj (już ex) byli ze sobą w kontakcie bo przechodzili przez to samo. Obaj byli tymi którzy zakończyli związki więc mieli pewnego rodzaju te same doświadczenia. Pewnie pomogło to im obu, niemniej jednak F. chyba zbyt wiele sobie wyobraził i (to już moja teoria) - uknuł że skoro T. zakończył swój związek, to F. rzuci mnie i obaj stworzą coś nowego. Gdzieś tam ze sobą gadali, wyskoczyli nad morze, a F. aranżując swoje nowe mieszkanie po wyprowadzce ode mnie, zakupując cokolwiek do domu (łyżki, noże, meble czy chuj wie co), w rozmowach z T. bardzo często akcentował że to będzie 'ich'.

Niestety fakt, że obaj się świetnie ze sobą dogadywali, nie oznaczał że narodziło się uczucie. A przynajmniej ze strony T. bo mój (już nie mój) F. nie jest totalnie w jego typie. To czego F. chyba nie przewidział to fakt, że z uczuciami wcale nie jest tak łatwo. Na jego nieszczęście T. zakręcił się wokół mnie, i chyba im bardziej F. był napastliwy, tym bardziej T. był bliżej mnie, co zaskutkowało tym, że zaczęliśmy się ze sobą spotykać, a relacje między T. i F. skończyły się tak szybko jak się zaczęły...

Spotykam się od kilku tygodni z moją miłością z czasów liceum.. Nigdy bym nie przypuszczał że sprawy tak się potoczą, i że to wszystko zadzieje się tak szybko, bo chyba obaj jesteśmy tym przestraszeni i nie jesteśmy pewni czy jesteśmy na to gotowi. No ale co będzie dalej, pokażą kolejne tygodnie...
  • awatar Gusia: F przekombinował i został vz niczym a tobie wyklarowała się sytuacja z jakim gościem żyłeś i teraz masz szansę ułożyć sobie życie u boku kogoś kto na ciebie zasłużył
  • awatar Gość: Biedny człowiek z tego F. - zazdrość, zawiść go zgubi. A może już zgubiła? :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po tych tygodniach po rozstaniu zrozumiałem, że F. tak na prawdę zawsze ze mną rywalizował. Ja jakoś nigdy tego nie dostrzegałem, ale moi przyjaciele po rozstaniu zaczęli być bardzo wylewni. Po części pewnie chcieli mnie wesprzeć w całej tej sytuacji i szukali jego najgorszych cech żeby pomóc mi się otrzepać, wszak bez nich pewnie bym zwariował, ale jak tak pomyśleć głębiej to zacząłem się zastanawiać czy coś w tym jest...

Pierwsza o tym powiedziała mi J. która powiedziała że my non stop rywalizowaliśmy o pracę. Tzn. F. rywalizował (bo mi by to na myśl nie przyszło) bo ja cały czas byłem gdzieś tam z przodu. Wiecznie pojawiał się temat kasy, kto ma więcej (bardzo go drażniło to że więcej zarabiam na tym samym stanowisku), kto szybciej wspiął się wyżej, w jakim czasie. I właśnie ostatni awans pokazał jego prawdziwe oblicze.

I gdy zacząłem o tym myśleć, pomyslałem, że kurwa chyba coś w tym jest. F. rywalizował ze mną w sporcie - dopiekał mi że on jeździ na rowerze do pracy a ja samochodem/ komunikacją miejską (nie ważne że on miał dystans do pracy połowę mniejszy). Gdy gdzieś jeździliśmy na rowerze też próbował mi udowodnić że jest mocniejszy - choć nie zawsze tak było bo mu ustępowałem gdy po kilka razy pytał czy wracamy bo pewnie jestem zmęczony a tak naprawdę wiedziałem że on ma dość. Gdy dowiedział się że jadę na rajd rowerowy (150km) to mnie wyśmiał nie wierząc we mnie totalnie, ale gdy ten dystans przejechałem to nawet nie pogratulował (ok, byliśmy już po rozstaniu, ale jakiś kontakt mieliśmy). Czuł się lepszy bo pływał, nie bacząc na fakt że ja się po prostu boję wody.

Druga o rywalizacji powiedziała mi inna J. Bo zauważyła dziwną zbieżność naszych relacji na fb już po rozstaniu. Gdy ja pojechałem do Niemiec na rowerze i wrzuciłem zdjęcie, po dwóch dniach F. wrzucił niemal identyczne z wycieczki rowerowej nad zalew. Podała jeszcze jakiś tam inny przykład ale ten wyjazd rowerowy najbardziej wpadł mi w pamięć.

OK, rozumiem że po rozstaniu jedno trochę chce udowodnić drugiemu że ma się dobrze, ale rywalizować będąc w związku? Czy ja tego nie dostrzegałem czy będąc w związku takie rzeczy nam nie przeszkadzają bo bierzemy przecież drugą osobę z pełnym pakietem cech charakteru?
  • awatar Gusia: po pierwsze zdrowy człowiek akceptuje dziwactwa drugiego a po drugie w związku na takie rzeczy przymyka się oko w imię stabilizacji, chore jest jednak rywalizowanie i nawet bardziej po rozstaniu bo przecież to jemu niby przestało zależeć
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ach, w całym tym natłoku złych wydarzeń wydarzyło się coś dobrego - mniej więcej w okresie naszego rozstania awansowałem w pracy. Zmienił mi się nieco zakres obowiązków, zarządzam teraz całym obszarem, który do tej pory był podzielony na dwie części, zmienił mi się sposób zarządzania ludźmi jak i sam zespół który dwukrotnie mi się powiększył. Na przestrzeni 4 lat to mój czwarty awans.

Na początku miałem opory czy o tym powiedzieć F. bo uznałem, że skoro mnie rzucił, to fakty z mojego życia nie są już dla niego ważne. Ale któregoś razu jak przyjechał po rzeczy mu o tym powiedziałem. I jego reakcji nie zapomnę do końca życia.

Jego reakcją na wieść, że awansowałem było pytanie o to ile teraz zarabiam.

Powiedziałem, że godnie i że myślałem że moi przełożeni tyle zarabiają ale ten nie dawał za wygraną. F. jeszcze dwukrotnie robił podjazd z pytaniem o zarobki ale za każdym razem dawałem mu do zrozumienia, że to już nie jest jego sprawa. Po trzech pytaniach z jego strony ten dopiero się zreflektował, podszedł do mnie, przytulił i powiedział 'gratuluję'

Chyba bardziej nie mógł tego spierdolić, ale okazało się że można. Gdy już się spakował (po jakiejś godzinie) i na pożegnanie mnie przytulił i coś gadaliśmy, zaakcentował że "już się od siebie oddalamy". Gdy mu powiedziałem że nie rozumiem, powiedział że oddalam się od niego bo nie chcę mu powiedzieć ile zarabiam i nie powiedziałem mu o wypadku jaki miałem na S3 w trakcie świąt.

W tym wszystkim, pakowaniu, odejściu itp - jego reakcja na awans była największym ciosem w ryj...
  • awatar Gusia: @Bezimienny: o ile pamiętam twoje wpisy to był zazdrosny
  • awatar Gość: Gratulacje awansu ! :)
  • awatar Bezimienny: @Gusia: on zawsze był łasy na kasę i zawsze mu przeszkadzało chyba że zarabiam więcej...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Tak, po 8 latach mój związek z F. się zakończył. Próbowałem, walczyłem o nas, ale bez skutku. Z jednej strony żałuję, bo tylko z siebie robiłem debila próbując udowodnić że może być ok, po tym wszystkim przez co przeszedłem, nie mając pojęcia co tak naprawdę kierowało F. Z drugiej jednak mam poczucie że ja przynajmniej zrobiłem wszystko aby to uratować.

Tak jak napisałem, poszło o jedną kłótnię za dużo i pewnie o zbyt wiele wypowiedzianych w negatywnych emocjach słów. Nagromadziło się tych złych emocji całkiem sporo przez ostatnie miesiące. Pokłóciliśmy się też przed jego wyjazdem do rodziców, co dało mu 2 tygodnie na przemyślenia. Wrócił z decyzją i nie dał mi szans na zareagowanie. Powiedział że już nie kocha, bo coś między nami się skończyło. Najwidoczniej brakowało mu tych motyli w brzuchu i zaangażowania, ale myślę że ten związek zabiła po prostu rutyna. Albo to, że wydarzenia poprzednich miesięcy spowodowały że gdzieś się w pewnym momencie rozmijaliśmy.

Bardzo to przeżyłem. Przez dwa miesiące schudłem ponad 10 kg, czym wszystkich dookoła zmartwiłem.

Rozstanie nigdy nie jest winą jednej strony, niemniej jednak F. przez ten cały czas gdy próbowałem to wszystko naprawić chciał mi udowodnić że on był jak najbardziej w porządku. Tak zawsze było przy jakimkolwiek spięciu. On nigdy nie miał sobie nic do zarzucenia - tak samo było i w tym przypadku. I to było chyba w tym wszystkim najgorsze.

Przez pierwsze tygodnie było mi cholernie chiężko, dopóki z biegiem kolejnych tygodni nie dowiedziałem się coraz to ciekawszych faktów...
  • awatar Bezimienny: @Gusia: nałożyło się na to wiele faktów, wiele negatywnych spraw naraz i tyle.
  • awatar Gusia: Nie sądzę aby tu chodziło o kilka słów za dużo. Normalnie myślący i kochający cię facet powinien zrozumieć przez jaką traumę przechodzisz i wspierać cię, nawet wbrew tobie. Poza tym nawet jeśli jego zdaniem uczucie się wypaliło to z racji spędzonych razem lat powinien przy tobie zostać póki jako tako się nie otrząśniesz a do swojego odejścia przygotowywać stopniowo
  • awatar Zapisane W Pamięci.: nie wyobrażam sobie rozstać sie po tylu latach, przykro. :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
4000 dni.

Tyle istnieje ten blog. I przypomniałem sobie o nim niemal rok od ostatniego wpisu. A to był chyba najgorszy rok w moim życiu.

Pod koniec zeszłego roku zmarła moja siostra co mnie totalnie rozjebało. Nie ma chyba nic gorszego niż pochować tak bliskiego członka rodziny bo na to człowiek nigdy nie jest gotowy. Kurwa nigdy. Miesiące po jej śmierci mam wyrwane z kalendarza bo bardzo ciężko to przeżyłem, a na domiar złego, nie wchodząc w szczegóły, wisiała nade mną wizja spłaty jej zobowiązań które szły w setkach tysięcy zł. To wszystko zajebiście ciągnęło mnie w dół przez pierwsze miesiące po jej śmierci.

I gdy człowiek myślał, że już gorzej być nie może, wszechświat pokazał kolejnego faka. W marcu rzucił mnie F. Po 8 latach udanego, wydawałoby się, związku.

I o ile niewiele miałem w wpływu w przypadku straty mojej siostry, tak strata F. była pewnym tego następstwem. Bo przez te miesiące bardzo zaniedbałem ten związek. W pewnym momencie czara goryczy się przelała i F. odszedł. O jedną kłótnię za dużo. Niestety okazało się, że dla niego 'na dobre i na złe' niekoniecznie jest doktryną o której tak mnie zapewniał.

W ciągu kilku miesięcy straciłem dwie osoby które kocham. Mój świat się zawalił. Ale dzięki temu stałem się chyba nieco silniejszy. Wróciłem, bo chyba mam potrzebę o tym wszystkim napisać.
  • awatar Coin-operated boy: szkoda, że wróciłeś w takiej aurze, wolałbym poczytać o lepszych wieściach od ciebie... ściskam mocno. widziałem, że mam dużo do poczytania twoich notek z ostatnich 50 dni :) nadrobię
  • awatar Gusia: myślałam o tobie ostatnio, ciesze się że wróciłeś, bardzo współczuje okoliczności
  • awatar Gość: Nie karyń boś baba
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Na stare lata kolejnych studiów mi się zachciało.
I jestem przerażony bo nie wiem jak po tylu latach dam radę włączyć tryb nauki i siedzenia nad książkami...
 

 
Stoję w sklepie w kolejce po ser. Koleś przede mną stoi przy wędlinach:

- (wskazując na kiełbasę) Poproszę te dwie prezydenckie
- To jest podwawelska
- Ale jest napisane DUDA
- To nazwa firmy
- A to nie, dziękuję

Czaicie kurwa?
 

 
Na dzień dobry tvn materiał o lekarzu który zmarł na dyżurze...

...i wypowiedź gościa, który mówi, że lekarz bierze kilkanaście etatów, żeby przeżyć, żeby PRZEŻYĆ (tak mega zaakcentował) przy wynagrodzeniu rzędu 1,5k na rękę.

Ot cała kwintesencja zawodu lekarza. Teraz nie o tym, czy lekarze powinni zarabiać 10 krajowych świeżo po studiach czy nie. Ale o tym, że zwykły Kowalski właśnie tyle zarabia i żyje, a lekarz w tej samej sytuacji walczy o przeżycie!

No ale Kowalski nie ma kredytów na samochód i willę za miastem. Bo przecież dla lekarza to podstawa egzystencji.

I ta ciągła śpiewka w tego typu dyskusjach, bo SZEŚĆ lat studiów, staż, rezydentura. Hmm, czy nie jest tak, że wszędzie trzeba swoje przepracować żeby lepiej zarabiać? Nie jest tak, że nic samo nie przychodzi? Ja studiowałem PIĘĆ lat, swoje przepracowałem by być tu gdzie jestem i zarabiam tyle że na nic mi nie brakuje i 3/4 wypłaty odłożę. Ale miałem w sobie na tyle przyzwoitości, że nie krzyczałem, że świeżo po studiach należy mi się tyle ile mam teraz...
  • awatar dwie-pokrywki: Lekarz trochę nie jest zwykłym Kowalskim. I jeśli ktoś powinien być ogarnięty, wypoczęty, wyszkolony i wynagrodzony, to jest właśnie lekarz. Bo od lekarza zależy zdrowie i życie i to nie na zasadzie gadki, tylko na zasadzie konkretu - jeden fałszywy ruch i kogoś nie ma na tym świecie. Nigdy w życiu nic samo nie przychodzi, ale szczerze to raczej waliłabym pracę za 1500, jeśliby w niej ode mnie zależało czyjeś życie (a w czasie każdej zmiany lekarza na SOR na przykład zależy niejedno). Z całym szacunkiem do Twojej pracy i do każdej innej - nie jestem sobie w stanie wyobrazić wielu zawodów, gdzie ciągle masz wyścig z czasem i tyle możliwości popełnienia nieodwracalnego błędu o ogromnych kosztach. To po prostu nie jest praca na tysiąc pińcet.
  • awatar blackberryswirl: Może to tylko moje zdanie i jestem w mniejszości, ale uważam, że przeciętny lekarz musiał ciężej pracować od liceum żeby w ogóle dostać się na medycynę, a potem musiał przejść przez cięższe od przeciętnych studia i chociażby na tej podstawie ma prawo dyktować warunki. Ci najlepsi po prostu przechodzą na własną działalność i nie chcą mieć nic wspólnego z NFZetem, a tym, którzy ciągle w ramach NFZ przyjmują się wytyka palcami jako łapówkarzy albo wypomina się im, że byli nie dość uśmiechnięci i zaangażowani. Ja po moich studiach też nie chcę mieć nic wspólnego z budżetówką, skoro poza nią mogę zarabiać X razy więcej, więc rozumiem lekarzy, których 1500 nie urządza. A przeciętny Kowalski, który nie robi nic w czym nie byłby niezastąpiony, nie musi nikogo interesować.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kiedyś tam, gdzieś tam zgarnąłem jedną miliardową bitcoina.

I tak sobie leżało. Na początku było to warte 20zł, później 40, nie mrugnąłem okiem było 70, później 90. Dziś już jest to warte 130zł.

Wiem, że bitcoin to dość niepewna sprawa i nie pomysł na inwestycję. Ale jak pomyślę, jakbym kiedyś zainwestował parę groszy, to dziś tych groszy miałbym całkiem sporo ;)
 

 
Idziemy z F. bulwarami, na przeciwko nas matka dyskutuje z chłopcem, który chciał na barana:

"Przynosisz mi wstyd, jak to będzie wyglądać jak Ty będziesz na barana? Nie jest Ci wstyd, że dziewczynki idą a Ty chcesz na barana?"

Całkiem spoko, że od małego chłopiec jest uczony, że dziewczynki to niższy gatunek, że chłopiec, nie daj boże, nie może pokazać że jest od nich gorszy. Bo wstyd!
 

 
Oglądałem przed chwilą jakiś amerykański program kulinarny.

Przebrnąłem przez dwa przepisy, na makaron nadziewany i zapiekane kieszonki. W obu jako główny składnik babka dodawała... sos ze słoika. "Jest pyyyyyszny i wygodny. Otwierasz, wylewasz i już."

Ja pierdolę. Ameryka!
 

 
Jesteśmy z F.  w sklepie. Ten szuka sobie jakiegoś energetyka, ja idę po coś słodkiego.

Po chwili F. mnie znajduje mnie przy stojaku z milką. W ręku trzyma identyczne batony po które ja z tego stojaka sięgałem.

Niby pierdoła ale utwierdza jak dobrze po tylu latach się znamy ;)
 

 
W weekend byliśmy z F. w Wawie na degustacji w ciemności. Kelnerzy z noktowizorami wprowadzili nas do sali, zasadzili, no i opowiadali jak odkrywać smaki.

Ale nie o tym.

Jak zapalili światła i zobaczyłem jaki przystojniak koło mnie siedział pomyślałem, że dobrze że go nie zobaczyłem wcześniej. Bo miałbym większy apetyt. Na niego ;)

F. oczywiście strzelił focha jak mu powiedziałem. Bez sensu.
  • awatar Unscripted: Urażona męska duma, nie ma nic gorszego.
  • awatar Bezimienny: Oj tam, jak człowiek jest na diecie to przynajmniej na menu popatrzy ;)
  • awatar Coin-operated boy: każdy wie, że jak się jest w związku, to inni automatycznie przestają być atrakcyjni, czemu się nie stosujesz :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzięki lekturze domestosa na kiblu nauczyłem się czegoś nowego.

Otóż w jednej części instrukcji piszą o rozcienczaniu w stosunku 1:3 (1 cześć domestosa plus 2 części wody). Ja zawsze byłem przekonany że jak jeden do trzech to 1 cześć czegoś plus 3 czegoś innego.

I właśnie zrozumiałem w jak wielkim byłem błędzie.
 

 
Ej, a wiedzieliście że na Litwie, w Łotwie i Estonii rozcieńcza się domestos dając 120ml na 5l podczas gdy u nas piszą o 80ml?

Tak. Siedząc na kiblu czytam instrukcję domestosa.
 

 
Na internetach trafiłem na zdjęcia dzieciaka pary książęcej. I od razu pomyślałem że mały wygląda, wypisz wymaluj, no jak Ludwiczek!
 

 
Ludzie wychodzą na ulice protestować a Błaszczak mówi w tvpis że, ludzie wyszli na spacer, był koncert i atmosfera piknikowa.

Takiej Polski chcieliście. To macie.
 

 
Dlaczego dopiero po wyborach prezydentową zaczęto podpisywać również jej niemiecko-brzmiącym nazwiskiem?
 

 
Byłem ostatnio w subway i do kanapki kupowałem napój. Dolewkę. Kasjerka wyskoczyła z pytaniem czy ma być mała czy duża. 

o.0 jaki jest sens różnych pojemności (i ceny) napoju skoro możesz sobie dolać ile chcesz?
  • awatar Luspea: liczą na ludzką głupotę. I nie zdziwiłabym się gdyby to skutkowało.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kupiłem chipsy z jabłek.
Wartość odżywcza w 100g -75g cukru.

o.0
 

 
A tak na serio to wróciłem dziś nieprzypadkowo. Zawsze lubiłem tu dzielić lub odnotowywać pewne punkty zwrotne, nowe doświadczenia czy pierwsze razy. Pierwszego razu oczywiście tu nie opisałem bo jeszcze nie było internetów ale do rzeczy ;)

Jutro pierwszy raz w mojej karierze zwolnie człowieka z pracy. I wiem że każde doświadczenie czegoś nas uczy. Jestem świadomy że moja decyzja ma wpływ na czyjeś życie i w tym przypadku jest mi z tym w choletnie źle. Ale czy powinniśmy żałować naszych decyzji jeśli ktoś swoim zachowaniem nas do tego zmusza?

Jestem przekonany o słuszności swojej decyzji i mam na to grube argumenty ale jest mi po prostu szkoda, mimo że miałem z tą osobą wiecznie pod górkę...
 

 
Dawno mnie tu nie było :)

W międzyczasie zdążyliśmy pojechać na wakacje, pracować jeszcze więcej (F - nowe stanowisko) albo mniej (u mnie spokój :)) ale ogólnie ostatnio taka u mnie w nuda że nawet nie ma się czym tu dzielić.

Już nawet długopis z broszką i prezesem mnie nie emocjonują bo jak się widzi jak po kolei wszystko rozpierdalają to już tylko chce się śmiać :)