• Wpisów:3503
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:3 dni temu
  • Licznik odwiedzin:359 114 / 4124 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
T. miał wczoraj swój pierwszy dyżur w nowym szpitalu. Przyjechał tak wypompowany, że w zasadzie tylko zjedliśmy, chwilę pogadaliśmy i jak zarzuciłem jakiś film, ten niemal natychmiast zasnął wtulony w moje ramię.

I przyznam, że nie ma chyba lepszego dźwięku od tego lekkiego pochrapywania pod samym uchem ;)
 

 
Upiekłem wczoraj bezę pavlova. A w zasadzie dwie bezy. Nie były jakieś super wielkie, takie na 1/4 blachy, ale we dwóch daliśmy radę wciągnąć jedną. Drugą zapakowałem mu rano aby zawiózł mamie, co T. uznał za nietrafiony pomysł, bo "ona nie jada słodkiego".

Pojechał, zawiózł jej tą bezę na działkę i pojechał do domu. Po południu przyjechał z powrotem do mnie i przywiózł mi działkowe ogórki, które mama dała w zamian. Osobiście uważam że to uczciwa zamiana. Leżymy, oglądamy film, dzwoni telefon. Ojciec. Z fochem, że matka, przypomnę, nie jedząca słodkiego, opierdoliła całą bezę zostawiając ojcu samo zdjęcie.

Także tego. Serce mamy zdobyte bezą!
 

 
T. powiedział mi, że jego siostra przed wyjazdem zostawiła dla mnie pieniądze za kolację, na którą ostatnio zaprosiłem ją i jej męża.

Oczywiście kasy nie wziąłem ale i nie omieszkałem do A. napisać i ją opierdolić, na co ta napisała, że jej się zrobiło głupio. Dla mnie z kolei, rzeczą naturalną było to, że skoro zapraszam, to płacę i głupio by mi było wymagać aby moi towarzysze rzucali się na rachunek.

Wydaje mi się, że w naszej kulturze rzeczywiście może to być nieco niezręczne jeśli jedna osoba reguluje rachunek za wszystkich gości. I tak zacząłem się zastanawiać czy nie odwaliłem przez to lipy, jeśli komuś przez to wyjście mogło zrobić się głupio...
  • awatar Gusia: Nie ma co się aż tak przejmować. Nic się złego nie dzieje. Ważne że to sobie wyjaśniliście
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Viva la France!

Z pierwotnego wysłania mnie do Paryża na jeden dzień szkolenia, zrobił się wyjazd na 5 dni.

Zajebiście cieszę się z tego wyjazdu, bo oprócz możliwości poznania moich współpracowników z Francji, spotkam się z moją bardzo dobrą znajomą jeszcze z czasów jak mieszkałem w Anglii, której nie widziałem dobre 10 lat!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozmawiałem ostatnio z moją przyjaciółką o tym co jest (jeśli jest) miedzy mną i T. i ta powiedziała mi jedną słuszną uwagę.

Ona widzi moje wątpliwości jakie pojawiają się na etapie budowania relacji z T. przez pryzmat moich doświadczeń z F. i słusznie zauważyła że powinienem się wyzbyć pewnych schematów z poprzedniego związku.

F. wprowadził się do mnie po MIESIĄCU znajomości, a to za sprawą mojej mamy która gdy tylko dowiedziała się że się spotykamy (i że jestem gejem) sama zaproponowała aby ten wprowadził się do naszego domu rodzinnego. Uznała bowiem, że inaczej się nie poznamy przez to że ja wtedy dużo pracowałem, on studiował, mieszkał w akademiku przez co nie mieli czasu dla siebie albo byśmy się mijali. Tak. Mama była bardzo praktyczna.

Przez to że tak szybko to się wtedy między nami zadziało i jakby nie patrzeć przerodziło się w wieloletni związek teraz mam pewne obawy, bo rzeczy nie dzieją się tak szybko jak działy się te 8 lat temu. A tak szybkie tempo nie zawsze jest dobrym doradcą, w szczególności biorąc pod uwagę nasze doświadczenia.

Jebane pokolenie instant.
  • awatar Gość: @gość: Jak bardzo trzeba mieć nudne życie by wchodzić na stronę tylko po to by pisać wypociny, które można usunąć jednym kliknięciem?
  • awatar Gusia: Usiłujesz doszukać się logiki tam gdzie jej nie ma. Każdy związek jest inny i trzeba do sprawy podejść indywidualnie. W nowym związku chcemy albo pozbyć się starych błędów albo je powielamy. Ja ci doradzam zachowanie spokoju, emocje są złym doradcą
  • awatar Gość: Chłop a wieczny chłoptaś tkwiący w rozwoju na etapie dziecka potrzebującego ojca, musi go zastąpić jakimś fagasem. Dobrze że dzieci z tego nie będzie, tak działa natura.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kolacje służbowe są zarazem najlepszą i najgorszą częścią mojej pracy. Lubię poznawać nowych ludzi, wszak taka moja rola aby utrzymywać relacje biznesowe, a mając tak duży obszar jakim zawiaduję, zderzam się z różnymi narodowościami, ale potrafi to być czasem męczące.

To co zawsze w takich spotkaniach się pojawia i niezwykle mnie wkurwia to pytanie o dzieci. Bo zawsze ten temat się pojawia. Nosz kurwa jakby nie było ważniejszych tematów na tym świecie.

Jak byłem jeszcze z F. lubiłem sie śmiać że mam dziecko. Prawie 30-letnie, co np Duńczycy potrafili skwitować że jakiś kiepski ze mnie queer guy bo nie piję kolorowych drinków tylko napierdalam wódę, a Amerykanie potrafili się zdziwić że nie mamy z F. jeszcze dzieci nie mogąc pojąć faktu że w naszym kochanym kraju nie mogliśmy nawet zawrzeć związku partnerskiego.

Siedzę dziś z kolei z Niemcami i Austriakami:
- Masz dzieci?
- NIE
(I nastała niezręczna cisza)

Kurtyna!
  • awatar Bezimienny: @gość: Mógłbyś przytoczyć coś więcej o tych wytycznych i co to za 'wy' namawiający do uprawiania seksu? Tylko wiesz, z wiarygodnych źródeł. Z chęcią poprowadzę rzeczową dyskusję, warto tylko by była ona poparta faktami.
  • awatar Gość: @Bezimienny: ej wy hipokryci zatykajacy uszy na zagrożenia jakie niesie ze sobą obnoszenie się z seksem, zboczeniami i chęcią zabierania dzieciom ich dzieciństwa. Ja rozumiem że dzieci trzeba edukować, ale to co wy wyprawiacie, jakie macie wytycznych do edukacji seksualnej dzieci jest chore i zachęca wręcz dzieci do uprawiania seksu bez odpowiedniego ostrzegania o zagrożeniach, informowania, że najlepszy seks jest wtedy kiedy jest intymność i miłość między ludźmi, że z tym wiąże się też odpowiedzialność za swoje czyny. Takie sprowadzanie seksu tylko do aktu zaspokajania popędu i przyjemności bez odpowiedzialności bo w razie czego się wyskrobie itp. nie prowadzi wcale do niczego dobrego. Tym bardziej, że dzieciom należy się ochrona przed zboczeńcami zamiast bombardowanie ich jakimiś seksualnymi dewiacjami i wmawiania im, że to normalne. Nie to nie jest normalne, wyjątki nie powinny być regułą a ogon nie powinien merdać psem...
  • awatar Bezimienny: @gość: Pytanie tylko przez kogo bardziej skrzywdzone, przez parę która potrafiłaby stworzyć porzuconym dzieciakom dom, czy przez takich ludzi jak Ty, którzy nie mogliby się z tym pogodzić. Nie wiem czy jesteś tego świadomy czy nie, ale takie rodziny istnieją i mają się dobrze. Ja sam uważam, że adopcja przez pary jednopłciowe nie jest najlepszym pomysłem, ale nie ze względu na braki wzorców, wszak obecnie co drugie małżeństwo się rozwodzi zostawiając dzieciaka pod opieką jednego ze starych, ale ze względu na otoczenie/ rówieśników które dla takich dzieci byliby najzwyczajniej w świecie okrutni.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Zaprosiłem wczoraj siostrę T. i jej męża (G.) na kolację. Pomyślałem, że fajnie będzie pogadać z A. której nie widziałem od lat i poznać G.

T. podczas ostatniej rozmowy z siostrą, gdzie ta mu powiedziała że domyśliła się że jesteśmy razem powiedział, że nie jesteśmy parą a tylko się kumplujemy. Nie wiem czemu to zrobił, ale to wciąż chyba jego metoda obronna. Wydaje mi się, że on po prostu boi się tego powiedzieć wprost i najzwyczajniej w świecie to potwierdzić.

Podczas wczorajszej kolacji natomiast, w rozmowie jakoś tak bardzo często chyba chciał im przemycić fakt, że coś między nami jest. Bardzo często akcentował gdzie to razem nie byliśmy, co wspólnie nam się wydarzyło czy w jakiej knajpie nie jedliśmy albo u którego lepiej się śpi bo jest ciszej gdy gadaliśmy o tym gdzie lepiej mieszkać - w centrum (T.) czy na zadupiu (ja). Gdy pokazywał im aplikacje bolta, nie omieszkał dodać, że ma tam podpiętą moją kartę do płatności (bo przecież kumple tak robią haha) G. złapał przekaz i zaczął się śmiać że teraz rozumie dlaczego T. tak często taksówkami się rozbija.

Myślę, że mimo że T. nie chciał im powiedzieć że jesteśmy razem, to chyba jednak chciał i to zrobił. A. na zakończenie chciała podzielić rachunek na 'pary' i wspólnie z G. zaprosili nas do Anglii i zapowiedzieli że będę ich przewodnikiem po Londynie bo tam kiedyś mieszkałem.
  • awatar Gusia: @Bezimienny: wy już nie jesteście nastolatkami tylko dorosłymi, poważnymi ludźmi i jeśli T decyduje się na relacje z tobą musi się liczyć z konsekwencjami. Nie chodzi o to by iść ulicą trzymając się za ręce ale byście mogli być sobą w otoczeniu najbliższych. Uważaj proszę i nie daj się za bardzo wciągnąć. Prywatnie cieszą się że wróciłeś
  • awatar Bezimienny: @RandomWomen: dziękuję za komplement:) zobaczymy jak to z tymi uczuciami jest, czy to strach przed ich wyrażeniem czy ich brak. Czas pokaże.
  • awatar RandomWomen: A ja mam nadzieję, że te jego zagrywki wynikają z tego, że mieszkacie w mało tolerancyjnym państwie polskim :( bo się obawiam, że skoro on był tyle lat z kobietą to może sam nie do końca jest pewien swoich uczuć... A Ty się wydajesz naprawdę w porządku gościem :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Za co lubię moją pracę?

A za to, że to mój szef mnie pyta czy przyjdę do pracy w piątek, mimo że to jest normalny dzień pracy, a to nie ja pytam jego czy mogę sobie tego dnia wziąć wolne ;)
 

 
Moja babcia ostatnio trafiła do szpitala w którym pracuje T. Mimo tego, że jest na innym oddziale, ten codziennie do niej tam zaglądał, pomagał czy szedł po prostu zamienić parę słów. W zasadzie to bywał u niej częściej niż ja.

Babcia mieszka ze mną i moją siostrą bo ktoś musi mieć na nią oko. W tygodniu wyszła ze szpitala i dziś jak T. do mnie przyjechał to pierwsze kroki skierował do niej. Coś tam do niej zagadał, zajrzał w wyniki badań z czwartku, obejrzał jej kopyta (jakieś kłopoty z krążeniem) i powiedział, że wszystko wygląda o wiele lepiej jak wychodziła ze szpitala.

Myślę, że to całkiem miłe z jego strony, bo tak na prawdę nie musiał tego robić. Mógł rzucić że jest z innego oddziału i ma opiekę, ale mimo to czuł się w obowiązku żeby do niej łazić. I jeszcze to, że od tak do niej zajrzał w domu. Myślę że, pomogło to mu trochę się pokazać i dać jej się poznać co też jest całkiem ok.

T. po wczorajszym jak mnie wkurzył, dziś podwójnie zaplusował ;)
 

 
Nie rozumiem jednej rzeczy.

T. paraliżuje myśl że ktoś z jego bliskich może się o nim dowiedzieć i boi sie ich reakcji. Przez to nie chce abym w ich obecności okazywał mu uczucia, czy wręcz nie chce abym na przykład poznał jego znajomych którzy do niego przyjeżdżają w przyszłym tygodniu bo nie wie co im powie, kim dla niego jestem. Już pominę fakt że jeden z tych gości co przyjadą też jest gejem, a z drugim sobie cały czas robią jaja w tym kontekście choćby śmiejąc się że jego dziewczyna której do tej pory nie poznali to pewnie chłopak. Z drugiej strony jak T. jest u mnie, to potrafi po osiedlu iść ze mną za rękę nie bacząc na to że mijamy moich sąsiadów. Podobnie jak jesteśmy na mieście, gdzieś tam mnie przytuli, pocałuje czy złapie za rękę.

Nie rozumiem dlaczego on tak boi się ludzi których zna, którzy go kochają, którzy są jego przyjaciółmi i są dla niego oparciem. Nie wierzę, że gdyby dowiedzieli się o nas to nagle by się od niego odsuneli. Bo to dobry czlowiek. Zresztą to też już nie te czasy i orientacja seksualna na nikim nie robi wrażenia. Poza tym dziwi mnie to, że nie boi się on reakcji obcych ludzi którzy no jakby nie patrzeć są bardziej nieprzewidywalni od naszych bliskich.

No nie rozumiem.
  • awatar Zakmnięta: Rozumiem go aż za dobrze. Tak jak moi znajomi wiedzą, że jestem biseksualna i sama mówię przy nich o tym otwarcie i nie krępuje się ani trochę, tak z rodziny wiedzą tylko moje dwie kuzynki. Niestety, moja rodzina to jeden, wielki średniowieczny zaścianek, gdzie słowo proboszcza to świętość, a on mówi, że LGBT to zło. Tak jak reakcja obcych ludzi mnie zlewa, bo kim oni są by mnie oceniać, tak reakcja rodziny, dla których przestanę już być kochaną córeczką/wnuczką/kuzunką, bo może będę mieć kiedyś dziewczynę, jest już mocno przytłaczająca. I tak, rodzina może odsunąć się nawet gdy jesteś dla nich dobry i wiele zrobiłeś dla nich. Ojciec mojej byłej dziewczyny pobił ją, a matka widziała to i mówiła, że moze to jej wybije z głowy pedalstwo. Także tak, z rodziną tylko na zdjęciach
  • awatar Bezimienny: @Gusia: pewnie nie, ale jak człowiek jest młody to ma większe obawy, że rodzina go wywali z domu czy zostawi bez niczego przy duszy...
  • awatar Gusia: @Bezimienny: a myślisz że lęk przed zawieszeniem rodziny ma wiek?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Spotkaliśmy się dziś z siostrą T. i jej mężem. Oboje mieszkają za granicą i przyjechali teraz na urlop.

T. przed spotkaniem poprosił mnie, abym stopował się z okazywaniem mu uczuć w ich towarzystwie, bo nie wie czy mąż jej siostry wie co jest grane, podobnie nie był pewien samej siostry. Powiedziałem, że będę się zachowywać i nie odwalę żadnego numeru.

Spotkaliśmy się na festiwalu sztucznych ogni, chwilę pogadaliśmy, po czym poszliśmy z T. po piwo. Kolejka była niemiłosierna, więc powrót do nich trochę nam zajął. Gdy tylko wróciliśmy, A. wyskoczyła z tekstem że myślała że się schowaliśmy za toi-toiami. T. nie zrozumiał o co jej chodzi, na co ta powiedziała, że myśleli że sie tam schowaliśmy żeby się całować. Po pokazie zaczęliśmy kierować się w stronę centrum, i ta z kolei zapytała gdzie T. wraca do noc - do mnie czy do domu.

Czemu o tym piszę? Bo dla mnie przekaz był jasny, że wiedzą, że się spotykamy. Zresztą ja byłem pewien że A. się domyśla, bo raz, wiedziała że kiedyś byliśmy parą, a dwa, niedawno sama mu napisała, że widzi że ostatnio jesteśmy nierozłączni. Pewnie z relacji T., z facebooka i pewnie od ich mamy bo jestem przecież częstym gościem w ich domu. Ale ze strony T. stało się coś co podniosło mi ciśnienie. Jak wracaliśmy, uszczypnąłem T. w bok. Często go tak zaczepiam jak się wygłupiamy. I ten niemal natychmiast mnie zrugał i odsunął się na bok, a przez resztę drogi trzymał dystans. Szedł z nimi a ja gdzieś tam obok.

I zrobiło mi się jakoś przykro, o czym mu powiedziałem gdy dochodziliśmy do pętli. T. zaproponował, że odprowadzi mnie na autobus, zresztą zawsze to robi, więc tamci poszli na tramwaj, a my mieliśmy jeszcze chwilę, żeby pogadać. T. widział, że jestem wkurzony. Powiedziałem mu co mi leży na serduchu, że to było słabe i że A. wie jak się sprawy mają, na co ten powiedział, że przecież mnie prosił abym się stopował. Ja uważam natomiast, że nie był to jakiś nie wiadomo jaki nietakt, biorąc pod uwagę to co nam powiedziała jego siostra. Zresztą nie zrobiłem nic złego, zrozumiałbym jego czepialstwo gdybym go przytulił, pocałował czy złapał za rękę.

I znów wracam do obaw dotyczących tego, jak ten związek miałby wyglądać. Coraz bardziej się obawiam, że nie będę potrafić stworzyć z nim czegokolwiek, jeśli on będzie tak sparaliżowany nawet w momentach, gdzie dla otoczenia sytuacja między nami jest jasna. Obawiam się, że nie będę potrafił być ponad to i będzie to dla mnie przeszkodą nie do przejścia. Jestem w stanie zrozumieć wiele, dać mu czas i wsparcie jakiego potrzebuje, ale on też musi dać mi poczucie pewności co do tego co jest między nami.

Po powrocie do domu T. porozmawiał z siostrą. Przeprosił mnie i napisał, że miałem rację, że A. się domyśliła, a nabrała 100% pewności jak nas zobaczyła bo "staliśmy za blisko siebie."
  • awatar Bezimienny: @Gusia: wiem, stąd te wątpliwości. Wyjście z ukrycia to proces, i myślę że powoli się od siostry zaczyna. Pożyjemy, zobaczymy ale w dłuższej perspektywie to nie będzie hulać.
  • awatar Gusia: Powiem brutalnie, wybacz. Jesteś otwartym gejem więc nie stworzysz udanego związku z kimś kto ukrywa siebie i ciebie przed swoimi bliskimi. Im dłużej to będzie trwało tym będzie ci trudniej bo z każdą chwilą angażujesz się w tą relację bardziej. Przyjdzie taki moment że będziesz musiał zagrać va bank i postawić mu ultimatum że albo wprowadza cię do swojego życia w pełni mówiąc o Was rodzinie , że znajomymi możesz wtedy poczekać jeśli będzie cię przedstawiał jako swojego przyjaciela , albo to koniec. Nie wiem jak ty. Ja inaczej tego nie widzę. Nie możesz dopuścić by kolejny facet cię niszczył
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Moja menago chce mnie wysłać do Paryża. Mam tam jechać na szkolenie z moim pracownikiem, tzn. ten pracownik na szkolenie, a ja kręcić biznesy z francuzami.

I jak usłyszałem, że mam jechać tam na jeden dzień, to powiedziałem że mi się nie chce, na co ta zaproponowała, że w sumie to mogę lecieć na dwa dni jeśli sensownie ułożę agendę i jednocześnie połączyć sobie to z weekendem.

No, takie podróże służbowe to ja rozumiem :D
 

 
To co zadziało się między mną a T. zaczęło się mniej więcej w trakcie majówki. T. był wtedy w Szczecinie na nieco dłuższym urlopie i jakoś między nami się zaczęło.

Później T. wrócił do Warszawy w połowie maja i nie licząc dwóch krótkich przyjazdów, do końca czerwca, czyli do czasu jego powrotu do domu rodzinnego, dzień w dzień gadaliśmy przez telefon. Długimi godzinami. Rano i wieczorem, w każdej wolnej chwili. W lipcu wyjechaliśmy wspólnie na ponad tygodniowe wakacje i tak od tej pory widujemy się dzień w dzień.

Wczoraj przyleciała jego siostra, więc dziś jest pierwszy dzień, od tych prawie półtora miesiąca, jak się nie widzieliśmy, mimo że jesteśmy cały dzień w kontakcie.

I jakoś tak dziwno.
 

 
Wczoraj mama T. na wieść o tym, że ten do mnie jedzie zaproponowała, żeby wziął dla mnie w słoik zupę którą ugotowała. Temu się nie chciało tego tachać (skandal!), więc dziś mama dorwała mnie z tą zupą jak do nich przyjechałem po pracy.

Przez żołądek do serca ;) ?
 

 
Ostatnio T. spotkał się ze znajomą. Miał iść na kawę i grzecznie wrócić do domu, ale chlapnął sobie tam piwko czy dwa. A że jemu wiele do szczęścia nie trzeba, gdy ta znajoma zaoferowała mu podwiezienie do domu, ten uradowany i taki nieco podchmielony nie wrócił do siebie, ale zrobił mi niespodziankę i przyjechał do mnie. W międzyczasie skoczyliśmy jeszcze do sklepu po fajki, gdzie nie patrząc na fakt, że mijaliśmy moich sąsiadów, całą drogę trzymał mnie za rękę (jak już pisałem, jak ten się napije to nabiera śmiałości). I tak jak wróciliśmy, T. wtulił się w moje ramiona, powiedział że czuje się przy mnie dobrze, że daję mu poczucie bezpieczeństwa i tak zasnął. Dla mnie to, że po pijaku włączył mu się autopilot do mojego domu, też jest pewnym znakiem że mu na tym wszystkim zależy.

Może pewne gesty nad interpretuję, ale chcę wierzyć że on też patrzy na nas całkiem serio.
  • awatar Gusia: też myślę że to dobry znak, ale pamiętaj nic nie przyśpieszać, obaj jesteście po trudnych związkach i trzeba czasu by w pełni wejść w nową relację
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Bożesztymój! Toć to 1/3 mojego życia!
 

 
Zdarzyła się dziś rzecz dziwna.

Podjechałem dziś prosto po pracy do T. bo mieliśmy skoczyć na miasto. Jak dojechałem, ten dał mi znaka żebym wszedł na chwilę na górę. Wlazłem, jego mama od razu zaproponowała mi coś do jedzenia i wyskoczyła z tekstem że mogłem wcześniej dać znać że będę to by coś dla mnie ugotowała bo tak to miała 'tylko resztkowego' kurczaka z wczorajszego obiadu.

Oczywiście nie odmówiłem. Obiadu nigdy nie odmawiam i przyznam, że z tym kurczakiem spadła mi jak z nieba bo w ostatniej godzinie pracy miałem rozmowę rekrutacyjną podczas której w pewnym momencie mi tak zaczęło burczeć w brzuchu, że myślałem, że zapadnę się pod ziemię. No ale nie miałem czasu od rana nic zjeść.

Mama T. poleciała mi ten obiad odgrzać, ja chwilę tam pogadałem z T. jak mi minął dzień i zacząłem czochrać psa. Po chwili wchodzi mama i w trybie rozkazującym do mnie że mam iść myć łapki po czochraniu psa i do obiadu. Po czym wyskoczyła z tekstem:

"Teraz muszę Was obu jednakowo traktować, więc nie ma zlituj". Można to różnie interpretować, ale zacząłem się zastanawiać czy ta nie zaczyna się czasem czegoś domyślać.. No albo być może jestem zbyt wyczulony na pewne sygnały, albo próbuję sobie pewne rzeczy sam wmówić. Choć przyznam że tym tekstem wybiła mnie z rytmu...

Jedząc obiad pogadaliśmy trochę, podczas gdy T. szykował się do wyjścia i muszę przyznać że całkiem spoko się nam gada. Zjadłem, zbieramy się, po czym na wyjściu mama T. mówi, żebym do niej zadzwonił albo napisał na messangerze jak będę miał wpaść na obiad to coś tam dla mnie wcześniej przygotuje.

Jezu, jakby wszystko miało się ułożyć pomyślnie, to przyznam, że taka teściowa to byłby najprawdziwszy skarb. Po moich dotychczasowych doświadczeniach, nie wierzyłem, że relacje z rodzicami partnera mogą być tak normalne...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ja: Wysmarowałem takiego maila amerykanom, że muszę iść pierw bo mojej managerki go skonsultować, żeby mnie z roboty nie wyjebali jeśli do niej coś dotrze.
T. (siedząc na działce): Ja dopiero nową pracę zacząłem i nie wiem czy nas za moją szpitalną wypłatę utrzymam
Ja: Ogóreczki zbieraj, będziemy na rynku sprzedawać. Będzie na chlebek.
 

 
W sypialni śpię po prawej stronie łóżka. F. spał po lewej. I mimo że go już nie ma, to tak już mi zostało że nadal śpię po tej samej stronie (no chyba, że T. u mnie nocuje, to odwrotnie bo on nie chce spać po 'jego' stronie co jest zrozumiałe).

Po obu stronach łóżka mam szafki nocne, ale tylko z lewej strony jest lampka, której wtyczka jest dosłownie przygnieciona przez tą szafkę bo łózko jest na całą szerokość sypialni i jest tam dosłownie centymetr wolnej przestrzeni. Ostatnio leżałem, czytałem książkę i górne światło zaczęło mi przeszkadzać. Uznałem, że włączę sobie lampkę. I co zrobiłem?

Wstałem, podszedłem do drugiej strony łóżka i zacząłem się mocować z tym kablem żeby go odłączyć i podłączyć lampkę z 'mojej' strony łóżka. I dopiero po chwili szarpaniny naszła mnie chwila refleksji że mogę przecież położyć się po drugiej stronie łóżka, włączyć sobie tą jebaną lampkę i tam sobie czytać.

I jak się zorientowałem to już nie potrafiłem skupić się na czytaniu, raz bo brechtałem z siebie ze mi kurwa styki nie załapały z tą lampką, a dwa na myśl znów mi przyszedł F. i to, że cały czas gdzieś tam we łbie mam zakodowane że to jego strona...
 

 
Ej, a wiecie, że kiedyś jak zakładałem siatkę przeciw owadom w oknie w kuchni, założyłem ją od zewnętrznej strony? I dziwiłem się jak ludzie z wyższych pięter je zakładali bo ja musiałem wyjść z drabiną na zewnątrz aby to zaczepić.

Dopiero przy kolejnym oknie się zorientowałem, że te siatki zakłada się od WEWNĘTRZNEJ strony.
 

 
Jak byłem z T. w czasach liceum, nikt o mnie nie wiedział. Z kolei o tym, że T. jest gejem wiedziało grono jego znajomych, wiedziała o nas też jego siostra (która nota bene teraz mówi że jakoś ostatnio nierozłączni jesteśmy) Pamiętam, że bardzo mi to wtedy imponowało, bo ja bałem się ujawnić w najbliższym otoczeniu.

Po rozstaniu nasze drogi się rozeszły, ja wyjechałem do Londynu, on do Wawy. Ja nauczyłem się siebie, nauczyłem się tolerancji i chyba zrozumiałem że wolność człowieka zaczyna się od prawdy. On z kolei związał się tam z kobietą i zaczął żyć w jakimś kurwa matrixie. Niby przez pierwsze 2 lata był z nią szczęśliwy, ale później brnął dalej w kłamstwie, bo sam przyznał że była ona dla niego przykrywką. Mówi o sobie że jest bi, ale twierdzi że się dusił w tym związku i że ciągnęło go do facetów. Nie wiem jak to na prawdę między nimi było, bo to dla niego trudny temat więc nie chcę naciskać.

I po tych wszystkich latach zamieniliśmy się chyba rolami. O mnie wiedzą wszyscy, nie mam problemu żeby swobodnie o sobie mówić. On wręcz przeciwnie, wizja tego że mógłby o nim dowiedzieć się ktoś z jego otoczenia wręcz go paraliżuje. Bardzo się chyba boi tego co ludzie powiedzą, że rzucił kobietę i związał się z facetem.

W połowie sierpnia przyjeżdżają jego znajomi z Wawy na 3 dni. I jak mu powiedziałem że czuję się zaproszony na wypad nad morze (który planują), ten niemal z automatu powiedział, że nie wie co on powie, że kim ja jestem... I przyznam, że raz, trochę mnie to zabolało, a dwa, obawiam się że może mi to przeszkadzać.

W gronie moich znajomych (a poznał on już ich chyba z 15 w ciągu ostatniego miesiąca), T. zachowuje się naturalnie. Całuje mnie, obejmuje, śmieje że jest z ideologii LGBT (tak ostatnio na topie) czy tęczowej krainy. Widać że wyraźnie odżywa, gdy może swobodnie powiedzieć że jest gejem w bezpiecznym otoczeniu. W sumie, w miejscach publicznych też nie ma większych oporów żeby mnie pocałować, a jak trochę się napije to nabiera odwagi by iść ze mną za rękę po ulicy. Gdy ostatnio na bulwarach poznaliśmy grupę jakichś obcych nam ludzi, na pytanie czy jesteśmy parą, w sekundę odpowiedział, że tak. No właśnie, obcym ludziom.

I o ile widzę, że nie ma on problemów z akceptacją siebie, czy mówienia o nas, albo wyrażania emocji choćby w sytuacjach o których napisałem, tak trochę mi brakuje tego, że nie mam możliwości poznania jego znajomych. A jeśli miałoby już do tego dojść, obawiam się, że będę przedstawiony jako kolega co w dłuższej perspektywie będzie problemem.

Podejrzewam, że to dla niego też jest problemem bo ten nie jest gotowy na ujawnienie. Różnica tylko między mną w czasach LO a nim jest taka, że wtedy byliśmy gówniarzami, a teraz jesteśmy dorosłymi facetami po 30-tce. Więc nie rozumiem skąd te strachy...
  • awatar Gusia: @Bezimienny: jeśli chce się ujawnić w domu to dobrze, tylko niech nie zwleka za bardzo bo może być to dla ciebie frustrujące,na znajomi bez względu na reakcję rodziny powinni być nastepni, ile chcesz udawać kolegę swojego faceta?
  • awatar Bezimienny: @Gusia: Rozmawialiśmy już o tym i T. chce pierw porozmawiać z rodziną dlatego też nie chcę na niego naciskać w kwestii znajomych. Jak z rodziną będzie ok, będzie już z górki tylko potrzeba czasu...
  • awatar Gusia: Musisz mu to powiedzieć wszystko. Jeśli chce byś był w jego życiu musi się przełamać i ujawnić. Inaczej doskonale wiesz że nic z tego nie będzie, nawet przyjaźni może nie udać się ocalić
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Spotykam się z T. od kilku tygodni, i nie wiem co tak na prawdę między nami jest.

On bardzo często akcentuje że nie jest gotowy na nowy związek, bo dopiero 'zakończył' swoje dotychczasowe życie. Co prawda rozstał się z K. kilka miesięcy temu ale dopiero co się od niej wyprowadził i na dobrą sprawę zwiózł swoje ostatnie rzeczy do Szczecina raptem parę dni temu. Dla niego rozstanie oznaczało olbrzymią zmianę - nowe miasto, nowa praca i powrót do domu rodzinnego. Naturalne jest więc, że potrzebuje czasu.

Ja nie jestem z F. od niemal pięciu miesięcy, ten dość szybko się wyprowadził, więc w teorii powinienem mieć łatwiej ale wcale tak nie jest. Mogę być wkurwiony na F., mogę żywić do niego żal, ale cały czas on gdzieś tam z tyłu głowy jest. I chyba tak samo mam obawy co do tego, czy to już czas na coś nowego.

Boję się, że nic z tego nie wyjdzie a ja się kurwa zaangażuję. Wiem, że to, że zaczęliśmy się spotykać zaczęło się zbyt wcześnie. Boję się, że to był błąd. Ale się zdarzyło. Po prostu nas siekło obu i nie potrafię tego nawet wyjaśnić jak to się stało.

Tak, uczucia to zajebiście trudna materia. Łatwo powiedzieć, że czas zrobi swoje, ale ta niepewność a jednocześnie rosnące uczucie nie dają poczucia hmm, nawet nie wiem jak tego nazwać - spokoju, stabilności?
  • awatar Gusia: Wiem że to badał ale daj sobie i jemu czas, samo się wyklaruje co między wami jest. Zwłaszcza że ty nadal gdzieś w głowie siedzisz w związku z F. Domyślam się że teraz najbardziej potrzeba ci jakieś stabilności w relacjach z innymi ludźmi i budowanie czegokolwiek z T wymknęło się z tego schematu. Ale spokojnie. Na wszystko jest właściwy czas i miejsce
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zniosłem wiele.

Przeżyłem nasze rozstanie. Co prawda ciężko, ale powoli wracam do siebie, mimo że wciąż troszkę za nim tęsknię. Przeżyłem fakt, że F. przystawiał się do mojego byłego. Ale to, czego nie mogę przeżyć to fakt że F. bardzo chciał mnie zdyskredytować w jego oczach. I nie potrafię zrozumieć dlaczego.

Opowiadał mu jaki to przy mnie był nieszczęśliwy przez ostatnie lata, jakim to jestem strasznym człowiekiem bez uczuć, zdradzając nawet najbardziej intymne szczegóły naszych relacji. Czasem odnosiłem wrażenie że T. wie o moim życiu więcej niż ja sam, bo gdy o czymś gadaliśmy, ten mówił że o tym słyszał z opowieści F.

Na szczęście T. swój rozum ma i filtrował pewne treści, wszak mnie zna prawie 20 lat, jego parę miesięcy. I im bardziej poznawał mnie, tym bardziej rozumiał, że to co on mówił to nieprawda. Myślę, że najlepszym tego podsumowaniem były jego słowa które powiedział gdy byliśmy razem na urlopie. Leżeliśmy pewnego wieczoru, gadaliśmy o pierdołach, T. się nagle zawiesił i powiedział słowa które bardzo wryły mi się w pamięć:

"Nie rozumiem dlaczego F. Cię zostawił. Jesteś całkowitym przeciwieństwem tego co on o Tobie opowiadał..."

I tego znieść nie potrafię. Wciąż odbija się we mnie pytanie 'dlaczego?'...
  • awatar Bezimienny: w punkt!
  • awatar Gusia: F czuł że ty T jesteście blisko a ponieważ sam miał chęć na niego to żeby T się zainteresował nim musiał cię w jego oczach zdyskredytować, poza tym to mogła być kolejna rywalizacja kto T zdobędzie i użył w tym celu wszystkich dostępnych środków. Nie zmienia to faktu że F jest podły
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mama T. pomachała mi na messangerze.

Wchodzimy w kolejny etap naszych relacji ;)

Ja tak się trochę z tego śmieję, bo jakby nie patrzeć, przez ostatnie 2 tygodnie przegadałem z nią więcej niż z matką F. przez te 8 lat. Tyle, że matka F. mnie nienawidziła bo jestem gejem, który uwiódł jej syna.

Mama T. nie wie o nas, nie wie też o tym, że jej syn jest gejem, więc jest jeszcze szansa, że powtórzę pewien schemat ;)
  • awatar Bezimienny: I tak i nie, bo widywała mnie za czasów jak byliśmy parą w czasach LO
  • awatar Gusia: Znałeś ją wcześniej?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›