• Wpisów:3503
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:3 dni temu
  • Licznik odwiedzin:359 115 / 4124 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
W pracy przyjechał do mnie gość z Holandii, z którym współpracuję od paru lat, a który wraz z awansem przeniósł się teraz do Danii. I jak odprowadzałem go do hotelu po kolacji ten poruszył temat możliwości relokacji w firmie i tego czy kiedykolwiek to rozważałem, po czym zapytał mnie czy mam męża.

I jak już wracałem do domu, pomyślałem sobie jak łatwo ludziom z zagranicy mówić o rzeczach oczywistych, nie wiedząc jak nieoczywisty kraj odwiedzają...
 

 
Minęło parę dni od kiedy się 'rozstaliśmy'. Choć tak naprawdę nie jest to rozstanie bo na dobrą sprawę nie byliśmy przecież parą. Od pierwszego momentu zastanawiałem się jak to dalej będzie między nami wyglądać...

Rozmawiamy ze sobą codziennie, co prawda mniej się widujemy, ale to raczej za sprawą sporej ilości dyżurów u niego, weekendowego wyjazdu, ja z kolei jeżdżę, szukam mieszkania i w pracy mam też gorętszy okres oznaczający dość sporo kolacji służbowych. No ale widzieliśmy się w zeszłym tygodniu, widzieliśmy się dziś. Ostatnio, jak od niego wychodziłem ten pocałował mnie na pożegnanie, dziś z kolei był jeszcze bardziej wylewny, bo pocałował mnie na powitanie, dwukrotnie przytulił, pocałował w szyję no i generalnie nie szczędził czułych gestów. Gdzieś tam pogłaskał, wcześniej zaczepiając mnie włożył mi rękę pod koszulę chcąc pogłaskać czy domagał się masażu, którego oczywiście mu nie odmówiłem bo znów dźwignął jakiegoś pacjenta i mu dokuczały plecy. No i może nie byłoby w tym niezręczności, gdyby nie fakt, że w momencie 'rozstania' T. zapytany przeze mnie pół żartem pół serio czy przejście na stopę przyjacielską oznacza koniec całusków, ten jasno postawił granice mówiąc że przyjaciele się nie całują. A teraz to on jest tym, który cały czas te pocałunki inicjuje.

On ma chyba problem, a przez to wkrótce mogę mieć problem ja. Jeśli to będzie szło tym torem to obawiam się, że nie będę potrafił być z nim przyjacielem bo wciąż będzie szło za tym pewne emocjonalne zaangażowanie. Czyli coś od czego ja teraz staram się odciąć...
  • awatar Bezimienny: @Gusia: ja już się odciąłem i nie inicjuję żadnego kontaktu fizycznego, rzadziej się też widujemy więc pewnie z czasem wszystko samo się zaniecha...
  • awatar Gusia: I niestety masz rację, skoro nie jesteście razem kontakt fizyczny ograniczyć do minimum. Rozważasz by na jakis czas w ogóle go zaniechac?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Byłem dziś zobaczyć jedno mieszkanie. Na zdjęciach wyglądało nieco gorzej, ale jak zobaczyłem je na żywo to bardzo mi się spodobało. Spory salon, sypialnia bardzo gustownie urządzona no i łazienka z takim podświetleniem, że oczyma wyobraźni już widziałem siebie brykającego w wannie z jakimś przystojniakiem. Moja przyjaciółka, która była ze mną też była pod wrażeniem. Nie mojej wyobraźni z tą wanną choć przyznała że sama pewnie też by w niej brykała, ale przyznała że mieszkanie jest spoko i okolica też całkiem ok.

Gdy już się rozdzieliliśmy, A. zadzwoniła do swojej znajomej która jest inspektorem budowlanym i jakoś przypadkowo napomknęła że była ze mną obejrzeć mieszkanie. Od słowa do słowa okazało się, że zarządzała kiedyś tamtejszą wspólnotą i o ile mieszkanie jest spoko, tak wspólnota i to co dzieje się dookoła już niekoniecznie i raczej poradziła aby to mieszkanie raczej trafiło na dół mojej listy.

Także wizja harców z przystojniakiem w wannie poszła się jebać. A. natomiast przyznała, że moja mama chyba nade mną tam z góry czuwa. Jutro jadę obejrzeć kolejne mieszkanie. Jeśli kochana mama czuwa, to niech przekona sprzedawcę by zszedł z ceną bo jest grubo ponad mój budżet.
  • awatar helloitsme.katia: Jeszcze znajdziesz ciekawsze lokum z lepszą wanną, także powiedzenia w poszukiwaniach ;P Zapraszam do siebie!
  • awatar Gusia: Powodzenia!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kupiłem sobie żelazko do nowego mieszkania.

Teraz pozostaje tylko kupić mieszkanie.
  • awatar Gusia: Hihihi, a może kupiłeś na pożegnanie starego?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Przy okazji jednej z wizyt w banku przydarzyła mi się ciekawa sytuacja.

Usiadłem z babką porozmawiać o kredycie hipotecznym i poruszyliśmy temat ubezpieczeń. Ja mam jakieś ubezpieczenie grupowe w pracy i kobitka powiedziała, że może być on zabezpieczeniem kredytu jeśli można uposażyć bank. Jako że nie każde ubezpieczenia dają taką możliwość a ja nie bardzo wiem jak te grupowe ubezpieczenia działają, powiedziałem że moje ubezpieczenie chyba daje taką możliwość bo jako uposażonego mam wpisanego mojego partnera. Tak, mam go jeszcze wpisanego we wszelkiego tego typu bonusach więc jak fiknę to F. jeszcze zarobi.

I babka na dalszym etapie rozmowy, sama przyjęła ten sam kod, przytaczając jakiś przykład z doświadczeń (już nie pamiętam czy kredytu czy ubezpieczenia) swojego męża, zaczęła mówić o nim per 'partner'.

I przyznam, że trochę mnie rozbawiło, ale też zastanowiło czy to efekt celowego działania i szkoleń aby mówić do klienta tym samym kodem czy wyszło to u niej w 'naturalny' sposób...
 

 
Zakończyliśmy to co (nie) było między nami.

T. przyznał że nie jest gotowy na związek. Dla niego to ograniczenie, którego niesamowicie doświadczył w poprzednim związku, a on w tym momencie potrzebuje wolności i oddechu. Powiedział, że chce się bawić, że chce choćby zarejestrować się na portalu gejowskim, poznawać nowych ludzi (nie mylić z "poznać nowego partnera") i zobaczyć "jak to jest". Myślę, że po tym wieloletnim związku z kobietą, on tak na prawdę zaczyna na nowo odkrywać samego siebie i potrzebuje wejść w ten świat.

Ja z kolei, przy okazji ostatnich wydarzeń które dzieją się w moim życiu - pt. sprzedaż obecnego mieszkania, poszukiwania nowego, kredyt - czyli tak na prawdę przy okazji rozpoczęcia spełnienia marzeń które kiedyś miałem z F. zrozumiałem że też nie jestem jeszcze gotowy na nowy związek. A najbardziej dobitnie pokazał mi to wyjazd do Paryża, który bardzo ciężko przeżyłem. Będąc tam sam i chodząc ze łzami w oczach zrozumiałem, że nie tęsknię za T. ale za F. I zrozumiałem że dopóki nie wyleczę się z niego, nie będę potrafić zbudować nic nowego.

Postanowiliśmy że pozostaniemy na stopie przyjacielskiej. Nie chcemy się nawzajem stracić i zaprzepaścić naszej niemal 20-letniej znajomości. Bez dramy, żalu, potrafiąc być ponad to wszystko. Ja ostatnimi też bardzo dużo nad tym myślałem i chyba też doszedłem do wniosku, że to nie jest gość dla mnie. Pewne cechy jego charakteru chyba zbyt bardzo przeszkadzałyby mi jeśli mielibyśmy być razem.

Mam tylko nadzieję, że będziemy potrafić być przyjaciółmi.
 

 
Tak jak moi przyjaciele byli blisko mnie i stali za mną murem w całej sytuacji po rozstaniu z F. tak teraz jak opowiadałem im jak ciężko zniosłem pobyt w Paryżu, niemal jak jeden mąż zasugerowali abym się z nim spotkał, przegadał wszystko co być może pomogłoby nam do siebie wrócić. I przyznam, że bardzo mnie tym zaskoczyli, bo to oni byli tymi, którzy kazali mi się ogarnąć i o nim zapomnieć. A teraz każą mi o nim sobie przypominać.

Nope. Owszem, ostatnio nie ma dnia abym nie myślał o F. ale muszę tylko przejść ten chujookres i ruszyć dalej. Ja swoje w walce o tamten związek zrobiłem i nie mam zamiaru się więcej błaźnić. Zresztą i tak by z tego nic nie było, a pewnie zrobiłbym sobie jeszcze większą krzywdę nawiązując kontakt na nowo...
  • awatar Gusia: zgadzam się, zresztą z tego co piszesz to z F okazał się niezły drań
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Od czasu naszej rozmowy z T. że powinniśmy zwolnić, rzeczywiście zwolniliśmy.

Jest nieco inaczej, mimo że nadal się codziennie widujemy. Przez to, że T. zaczął pracę rzadziej, a w zasadzie już wcale u siebie nocujemy, nie ma też już tych pewnych motylków w brzuchu. Zastanawiam się tylko czy to za sprawą właśnie tego, że powinniśmy wyluzować czy tego, że to co między nami się zadziało zaczęło się 4 miesiące temu, więc też wchodzimy w nieco inny etap znajomości. Niby wolniej, ale jest ten stan niewiadomej.

I jestem w zajebistym rozkroku. Przez to, że coraz mniej wierzę w to, że cokolwiek między nami będzie, a także przez ostatnie wydarzenia, czyli wyjazd do Paryża, poszukiwania mieszkania, kredyty ostatnio coraz częściej pojawiał mi się F. w głowie przez co jestem rozjebany psychicznie.

I zaczynam się zastanawiać czy nie poszukać profesjonalnej pomocy, bo zaczynam powoli świrować. I boję się że jak się już przeniosę na swoje to będąc sam w nowym jeszcze ciężej to zniosę...
  • awatar Bezimienny: @deja vu: Masz rację, i tak właśnie zrobiliśmy!
  • awatar Gusia: bardzo dobra myśl z szukaniem profesjonalnej pomocy, ewidentnie jesteś na rozstaju dróg i przydałby ci się ktoś kto cię przez te zakręty przeprowadzi, pisanie tutaj to jedno, konfrontujesz się ze swoimi myślami, drugie to zrobienie kroku na przód, jest ci żle, boisz się i to naturalne że kierujesz myśli w kierunku F bo ten związek choć wudaje mi sie ze do najlepszych nie należał to jest jednak światem który doskonale znasz i to w twojej głowie daje ci złudne poczucie bezpieczeństwa
  • awatar deja vu: Tęsknota za ex to raz, niewiadoma z T.to dwa. Moim zdaniem powinieneś dać sobie czas na wykurowanie sie z F.a dopiero później próbować budować nowy związek. Zbyt szybkie nawiązywanie nowej relacji może sie kończyć fiaskiem. A to dlatego, że T.próbujesz zabić pustkę po F. Na dłuższą metę może sie to okazać złudne i szybko sie skończyć. Ale to moje zdanie. Bo oczywiście teoria jedno a życie swoje. Czas pokaże. Skup sie na mieszkaniu. Może T.też czuje sie nieswojo w takim stanie rzeczy. Daj mu czas. Nic na szybkiego. Postaraj sie uporządkować sprawy w głowie z F. Wydaje mi sie że Ci to pomoże.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zrobiłem dziś rundkę po bankach aby zorientować się w ofercie kredytów hipotecznych. I cały wieczór spędziłem na analizowaniu kosztów, ofert, ubezpieczeń, wiborów i innych chujów.

Odechciewa mi się tej całej przeprowadzki.
  • awatar Gusia: jeśli patrzeć na to od tej strony to mega hujnia (przyjaciele są na etapie spłat więc na bierząco jestem w temacie) ale z perspektywy posiadania własnego kwadratu opłaca się
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wróciłem myślami do postu w którym uznałem że F. jest podły bo w dniu naszej rocznicy wrzucił post z jakimś kolesiem z koncertu.

A następnie zajrzałem na mojego fb. A tam mnóstwo naszych wspólnych zdjęć z T. z wypadów na rower, niemalże coweekendowych wyjazdów nad jezioro, spotkań z przyjaciółmi czy wspólnych wakacji nad morzem.

Przyznam, że pierw trochę celowo te wspólne zdjęcia wrzucaliśmy aby F. dał spokój T. bo jego obecność i coraz większa napastliwość nam przeszkadzała. I pomogło bo kontakt między nimi się urwał. Ale z drugiej strony pomyślałem, że dla niego musiało to być zajebiście bolesne.

A może nie było, bo to w końcu on mnie rzucił... Nie zmienia to jednak faktu, że pomyślałem że jestem jeszcze większym chujem. Nie poznaję się, w postach F. widzę złe intencje, ale sam lepszy nie jestem. Chyba powinienem trochę przystopować, choćby z szacunku do F...
  • awatar Gusia: a może dobrze byłoby te zdjęcia z F skasować? ranisz sam siebie tymi wspomnieniami, nie możesz przez to ciągle ruszyć do przodu
  • awatar Gość: Dobry z Ciebie facet ale on z Tobą zerwał nie Ty z nim więc nie przejmowałabym się co on sobie pomyśli. PS. Zmiana przegladarki by założyć bloga nie pomogła. Nadal kodu obrazka nie widać
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wiedzieliście że we Francji jest sjesta?

Nigdy bym nie pomyślał, że Francja jest krajem gdzie mają sjestę, dopóki sam jej nie doświadczyłem gdy nie mogłem znaleźć żadnej otwartej restauracji aby zjeść obiad. Sjesta zawsze kojrzyła mi się z cieplejszymi krajami ale niekoniecznie z Francją...

Wniosek na przyszłość: czytać przewodniki, nie słuchać googla, który z radością informuje, że restauracja do której zmierzam jest otwarta, tylko po to by zobaczyć zamknięte drzwi...
  • awatar Gusia: już od dawna wiem że przewodniki wciąż są na topie i posiadają sprawdzone informacje
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Po raz pierwszy od naszego rozstania śnił mi się F.

Akurat teraz jak jestem w tym jebanym Paryżu!
 

 
Od trzech dni jestem w Paryżu. Jestem tu służbowo, z moimi pracownikami, którzy uznali że to oczywiste, że skoro jestem gejem, to musimy jechać do dzielnicy gejowskiej.

I przyznam, że mimo że nie lubię takich miejsc, to oczarował mnie ten kawałek Paryża. Dookoła jest tęczowo, lokale przyozdobione są tęczowymi flagami, pasy na ulicy są w kolorach tęczy, jest też kawałek ulicy przyozdobiony tęczowymi parasolami. Nie ma tu kiczu, wszystko jest z gustem i bez przejaskrawienia. I tak samo ludzie. Jest normalność bez piórek w dupie co mnie niezwykle drażni.

Przyznam, że będąc tam, trochę z zazdrością patrzałem na tych zakochanych w sobie chłopaków. Zazdrościłem im tej naturalności i pewnej swobody, której u nas jednak brakuje. Uważam, że fajnie jest zobaczyć dwóch gości, którzy siedząc czy to w lokalu czy nad brzegiem Sekwany mogli najzwyczajniej w świecie złapać się za rękę albo do siebie przytulić. I to nie tylko specyfika tej dzielnicy ale widać to też na ulicy czy choćby w metrze.

Fajnie było zobaczyć to miejsce, ale z drugiej strony mnie to dobiło. Bo uzmysłowiłem sobie, że chyba nie ma nic gorszego niż być w mieście miłości będąc po rozstaniu po tak długim związku. Nie mogę wyzbyć się myśli że powinienem tu byc z F. I jakoś ten Paryż przestaje mnie cieszyć, przez co czekam niecierpliwie na powrót do Polski...
  • awatar Gusia: @Bezimienny: też tak myślę, myśli o F to forma ucieczki
  • awatar Bezimienny: @Gusia: Chciałem z nim tu przyjechać ale praca mu nie pozwoliła. Pewnie jakby tu był to inne uczucia by mną targały. Podejrzewam że przez to że uznaliśmy że powinniśmy zwolnić i coraz mniej w to wierzę to i podświadomie F. mi we łbie :(
  • awatar Gusia: A nie myślałeś że chciałbyś tak z T?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Pomalowałem ten nieszczęsny przedpokój co kosztowało mnie nie tyle sporo wysiłku co emocji.

Zawsze uważałem się za gościa twardo stąpającego po ziemi. Zawsze uważałem że jestem racjonalnie myślący i mimo że starałem się nie dopuszczać myśli o F. i naszym poprzednim remoncie, co chwila leciały mi łzy. On jest w każdym kącie tego jebanego domu.

Pogodziłem się już z tym rozstaniem, nawet nie wyobrażam sobie aby do siebie wrócić bo nie byłbym w stanie już mu zaufać ale cały czas za nim tęsknię. I jest to silniejsze ode mnie...
  • awatar Gusia: Między zaakceptowaniem sytuacji a pogodzeniem się z nią jest duża różnica. Jeszcze nie przetrawiłeś tego rozstania. Na to potrzeba czasu
  • awatar Indira: Daj sobie czas, człowieku...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ostatnie dni spędzam na przeglądaniu ofert mieszkań na sprzedaż. Zainteresowało mnie kilka, ale jest jedno które bardzo wpadło mi w oko. Kosztuje pierdyliard monet, no ale jeśli chce się gotowe mieszkanie w które nie trzeba wkładać dodatkowego pierdyliarda monet w remont, lepiej na starcie wyłożyć nieco więcej i mieć spokój.

Podjechałem dziś do biura nieruchomości, podpisałem umowę z agentem i jutro jadę obejrzeć pierwsze mieszkanie. Trochę przeraża mnie wizja kredytu zapewne do emerytury, ale jestem mega podekscytowany. I mimo, że nie tak sobie wyobrażałem wyprowadzkę z mojego domu, wszak mieliśmy pójść w dalszą drogę razem z F, niemniej jednak wierzę, że nowe mieszkanie pozwoli mi w końcu oderwać się nieco od obecnego życia i zacząć nowy etap. Bo bardzo teraz tego potrzebuję.

Jedyne czego się boję to samotności. Bo mimo że wkurwia mnie wspólne mieszkanie z moją rodziną, boję się że zwariuję sam w mieszkaniu, które nota bene jest większe od obecnego w którym jak jeszcze żyła mama, byliśmy w pięć osób...
  • awatar Zakmnięta: Z własnego doświadczenia: szybko okazało się, że właśnie trochę samotności jest tym czego najbardziej było mi trzeba. Głęboki wdech i rozpocznij nowy etap! :)
  • awatar Gusia: przeczytaj co napisałeś << wierzę, że nowe mieszkanie pozwoli mi w końcu oderwać się nieco od obecnego życia i zacząć nowy etap. Bo bardzo teraz tego potrzebuję>> i tego się trzymaj
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W sobotę mielibyśmy z F. rocznicę. Tego dnia ten na fb umieścił post na którym oznaczył jakiegoś faceta z którym był na koncercie opatrując post piosenką "ukochaj".

To podłe. Po prostu podłe.
  • awatar Zakmnięta: Polecam w ustawieniach wyłączyć obserwowanie. Będzie pewnie nadal kusić by dowiedzieć się "co tam", ale dobrze jednak ograniczyć to do maksimum
  • awatar RandomWomen: Weź go odklikaj ;)
  • awatar Gusia: Po co ty go w znajomych trzymasz? Naprawdę po tym wszystkim jeszcze Cię to zachowanie zaskakuje? Facet nie ma za grosz klasy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jako że mam w najbliższych planach sprzedaż mojego mieszkania uznałem, że przydałoby się nieco odświeżyć przedpokój. Wziąłem się dziś za zeskrobywanie starej farby i z każdym machnięciem szpachelką coraz więcej łez płynęło po moich polikach. Bo jeszcze parę lat temu wspólnie z F. go malowaliśmy.

Tak. Muszę jak najszybciej się stąd wyprowadzić...
  • awatar Gusia: Ten remont to dobra terapia dla Ciebie ale wyprowadzka nic nie da jeśli porzadnie nie przepracujesz tego rozstania.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zaczynam coraz mniej rozumieć co jest między nami i coraz bardziej powątpiewać w to, że cokolwiek z tego będzie.

Ostatnio T. mi powiedział że to co między nami jest dzieje się zbyt szybko i że powinniśmy przystopować. Powiedział, że zachowujemy się jak para, a ten nie jest gotowy na związek i w najbliższym czasie nie będzie. Przytoczył to co powiedziała jego znajoma ze starej pracy, że przed nim rok samotności, szaleństwa i dochodzenia do siebie. I przyznał że się z tym zgadza.

Jak to usłyszałem, nie wiedziałem za bardzo jak zareagować, ale jak spotkaliśmy się na następny dzień zapytałem jak sobie to dalej wyobraża i jak to ma między nami dalej wyglądać. I w zasadzie nie wiedział, powiedział "że już mi powiedział", że może powinniśmy zacząć od bycia przyjaciółmi i zobaczyć jak to dalej się rozwinie. Gdy zapytałem czy powinniśmy ograniczyć spotykanie bo widzimy się codziennie, ten powiedział że tego nie chce, podobnie przyznał mi że tak samo mu zależy na mnie jak mi na nim, a gdy powiedziałem że możemy stracić naszą szansę bo jeśli odpuścimy i wejdziemy w nowe związki znów będziemy myśleć o sobie tak jak to było przez ostatnie lata, ten przyznał że z jego perspektywy tak samo to przez te lata wyglądało.

W piątek się nie widzieliśmy bo T. miał cały dzień dyżur, ale w każdej wolnej chwili do mnie pisał jakby nigdy nic. Były buziaczki przez messangera i zwykła gadka. Buziaczki zresztą są non stop. W sobotę wyjechałem ze znajomymi nad jezioro. T. ze względu na pracę nie pojechał, zresztą nie bardzo chciał jechać, pobąkiwał coś tylko że może wpadnie w niedzielę. Po czym przyjechał w sobotę po południu po pracy, a jak mnie zobaczył, podszedł, pocałował mnie i powiedział że nic mi nie pisał bo chciał mi zrobić niespodziankę. I zrobił. Weekend całkiem miło spędziliśmy, były pocałunki, przytulanie i romantyczne kawałki przy ognisku. Dodam tylko, że gnał do mnie prawie 100km...

I kurwa zaczynam się gubić i nie wiem co mam robić. Jego ostatnie słowa całkowicie przeczą jego gestom a mi to coraz bardziej rozpierdala system. Nie wiem jak mam się zachować, co powinienem a co nie i jestem coraz bliższy temu by powiedzieć mu że nic z tego nie będzie. Bo ta niepewność od samego początku mi ciążyła. Wiem, że wszystko szybko się zadziało. Zbyt szybko, ale nie bardzo wiem, chyba nawet obaj nie wiemy jak teraz miałoby to wyglądać. Jeśli on potrzebuje czasu, jestem w stanie na niego zaczekać, dać mu czas na poukładanie wszystkiego, tylko boję się, że przez te słowa zaprzepaszczę na zawsze naszą szansę i sam nie będę potrafić spojrzeć na niego przyszłości w ten sam sposób.

Nosz kurwa niech to szlag z tymi uczuciami...
  • awatar Bezimienny: @Cielęcina: Na odwrót. Mimo, że tęskno mi za F. ja już mam ten etap za sobą i raczej nie okazuję tego w obecności T. a wręcz złoszczę się gdy ten choćby wypowie jego imię w mojej obecności. To T. jest tym który jest niepewny uczuć i żyje swoją przeszłością, wszak też jest po długim "normalnym, hetero" związku i musi chyba sobie poukładać raz życie, a dwa chyba pogodzić się ze swoją orientacją i odpowiedzieć sobie na pytanie czego tak naprawdę oczekuje od życia...
  • awatar Cielęcina: @Sempree: Ale tutaj widać od razu po zachowaniu, że mu zależy. I zależało od dawna. Jest niepewny uczuć Bezimiennego, być może czuje, że ten ma zły okres i wraca myślami do przeszłości, więc chce dać mu się ogarnąć. Sam tekst owszem, sugeruje jednoznacznie to co piszesz, ale słowa nie idą w parze z czynami.
  • awatar Bezimienny: @Sempree: raczej u niego tu nie o to chodzi, chociaż po moim ostatnim związku gdzie za mojego faceta był dał sobie rękę uciąć ciężej mi powiedzieć że wierzę w ludzi...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Mama T. po tym jak wpadła do nas do pokoju gdy oglądaliśmy film, aby któryś z nas przymierzył spodnie które wyjęła chuj wie skąd, po tym jak T. je przymierzył, zwróciła się do mnie z pytaniem czy nie uważam że jego tyłek całkiem dobrze w nich wygląda.

Na końcu języka miałem stwierdzenie że wygląda smacznie ;)
  • awatar Gusia: To by było trudne do błyknięcia :)
  • awatar RandomWomen: Kurcza, ja też uwielbiam tyłki... I męskie i damskie ;) I lubię skanować na ulicy :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mamy paczkę znajomych, z którą co roku jeździmy pod namioty, głównie na spływy kajakowe. F. jako że zawsze miał zamysł organizacyjny był tym, który wszystko z nimi dogadywał, omawiał terminy itp.

W tym roku, z przyczyn oczywistych, wyjazd, już z T. ogarniałem ja. Nie pojechaliśmy na kajaki, ale byliśmy wspólnie ponad tydzień nad morzem, pojechaliśmy też nad jezioro, a kolejny wypad planujemy w najbliższy weekend.

Wszelkie sprawy komunikacyjne omawiamy zawsze na wspólnej grupie na WhatsApp. Ale w kwestii najbliższego wyjazdu miałem jedną sprawę do M. która ogarnia rezerwację. Nie włączyłem whatsappa, ale messangera. A tam nasza jedyna konwersacja sprzed 7 lat i jedyna wiadomość od niej:

"Hej, gratulacje z powodu zaręczyn. Super, że Ci się układa"

Tak. Byliśmy zaręczeni. Już nawet o tym zapomniałem. Nie, nie dlatego że nie darzyłem F. uczuciami, ale obaj wiedzieliśmy, że w tym kraju nie ma szans na rejestrację związku, a ślub za granicą (co też rozpatrywaliśmy) i tak w Polsce nie byłby respektowany.

Może gdybyśmy mogli zawrzeć związek i sformalizować go na pewnym etapie nie doszłoby do tego rozstania? Może to byłoby tym spoiwem naszych relacji? Może nasze życie inaczej by się potoczyło gdybyśmy byli w formalnym związku? Na te pytania już nie poznam odpowiedzi...
  • awatar Gusia: A może to lepiej? Kanalia wyszłaby z niego i tak a rozstać się byłoby już trudniej. Szukaj pozytywów
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pewne rzeczy chyba nigdy się na pingerze nie zmienią...
  • awatar deja vu: też mnie to wkurwia! :P
  • awatar Bezimienny: @Przecinek. 00: spróbuj otworzyć stronę w innej przeglądarce
  • awatar Gość: Chcę założyć ponownie bloga. Jest inf przepisz kod z obrazka a żadnego obrazka nie ma ;/. Już wszystkiego próbowałam i nic.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jeszcze zanim zaczęło się to co się zaczęło między mną a T. sporo ze sobą rozmawialiśmy o tym co było między mną a F. Teraz tak sobie myślę, że już wtedy T. chciał wybadać sytuację.

Któregoś wieczoru siedzieliśmy na przeciw siebie na łóżku i gdy T. poznał moją perspektywę na pewne sprawy, zapytał czy powinien porozmawiać z F. i pomóc nam wrócić do siebie. Nie potrafiłem mu odpowiedzieć ale ten naciskał. I w pewnym momencie odpowiedziałem 'tak'. Nie wiem czemu. Chyba jeszcze wtedy byłem zbyt rozgoryczony całym rozstaniem.

I jego odpowiedź która wraca do mnie jak boomerang: "Nie takiej odpowiedzi oczekiwałem".

I tak się zastanawiam czy moją odpowiedzią nie zasiałem w nim ziarna niepewności przez co T. jest nieco zdystansowany jeśli chodzi o to co między nami jest i boi się zaangażować. Bo to on, co zresztą sam ostatnio przyznał, był tym który przy naszym pierwszym spotkaniu grubo ponad rok temu, dawał mi jasno do zrozumienia że jest mną zainteresowany. Mimo że to ja byłem tym który wtedy zainicjował pocałunek.

Ostatecznie ci dwaj nie pogadali, T. im bliżej poznawał mnie tym bardziej chyba rozumiał jak F. nim manipulował i ile kłamstw było w jego słowach i czynach...
  • awatar Gusia: To normalne że człowiek jest zmieszany gdy w długoletnim związku dzieje się źle i choć wydaje się to beż sensu tą ostatnią nitkę wiążącą ze związkiem z a zarazem swoim znanym życiem trudno jest puścić. On też jak pisałeś długo wahał się czy odejść od dziewczyny więc powinien cię doskonale rozumieć. Obaj jedziecie na tym samym wózku
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Powiedziałem 4 osobom że planuję się wyprowadzić i że szukam nowego mieszkania. Każde zapytało czy chcemy zamieszkać wspólnie z T.

Tak kurwa, po 3 miesiącach spotykania idziemy w kredyt hipoteczny.
  • awatar Gusia: Po tym co piszesz wcale bym się nie zdziwiła ;P wpadłeś po uszy
  • awatar Bezimienny: @Indira: wiem wiem ;) tylko rzecz w tym że ja nie wiem co jest między nami więc to chyba za wcześnie aby myśleć w takich kategoriach
  • awatar Indira: Cóż, nie zawsze przeprowadzka oznacza kredyt hipoteczny, to raz, a dwa, że nie ma żadnego przepisu zakazującego ludziom zamieszkania razem po trzech miesiącach. Mało tego, niektórzy po takim czasie ślub biorą...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wraz z odejściem F. runął całkowicie mój plan na dalsze życie.

Zawsze marzyłem o domu z ogródkiem, to był mój pieprzony cel do którego zawsze dążyłem i którego spełnienie nie wyobrażałem sobie z nikim innym jak z F. Po to harowałem, ciułając każdy grosz. I byłem zajebiście blisko by te marzenie spełnić...

Przez wszystkie te lata jak byliśmy razem, mieszkaliśmy w moim domu rodzinnym. Z moją mamą, babcią i siostrą. To była chora sytuacja, co pewnie też w rezultacie trochę przyczyniło się do rozpadu naszego związku, ale nie mogłem inaczej. Poczucie jebanej odpowiedzialności mi nie pozwalało.

Zaraz po liceum nie mając pomysłu na to co dalej, wyruszyłem w świat. Mniej więcej wtedy zmarł mój dziadek. Babcia coraz gorzej sobie radziła, więc z moją mamą zadecydowali by zamienić swoje mieszkania i zamieszkać razem. Niestety, życie to kurwa i pokazało faka. W pewnym momencie moja mama zaczęła poważnie chorować. Musiałem wrócić do Polski by przejąć biznes rodzinny i wspólnie z siostrą zaopiekować się mamą. W międzyczasie z babcią też bywało coraz gorzej. Bywały sytuacje ze wzywaliśmy 2 karetki naraz, do jednej i do drugiej jak objawy chorób się nasilały. 8 lat temu poznałem F. który od razu z nami zamieszkał. Wiedział jaką mam chorą sytuację, że inaczej nie mogę i prędko nie pójdę 'na swoje' ale to rozumiał i wspierał mnie w codziennej opiece tej dwójki. Mama zmarła prawie 3 lata temu, natomiast babcia nadal z nami mieszka.

Sytuacja zaczęła się zmieniać nieco ponad rok temu. Mój wujek zaczął budowę domu z nową żoną i zobowiązał się, że zabierze babcię. Dla nas to oznaczało, że moja siostra i ja (my z F.) będziemy mogli pójść w swoją stronę. I coraz konkretniej o tym gadaliśmy pod koniec zeszłego roku. Wiedziałem, że to ten czas. Z początkiem roku coraz poważniej podchodziłem do tematu i zacząłem badać rynek. Jednocześnie wiedziałem, że szykuje mi się awans. Nasze oszczędności plus całkiem dobre zarobki oznaczały że dźwigniemy kredyt który bylibyśmy w stanie spłacić w kilka a nie kilkadziesiąt lat i wspólnie ten dom wybudować. W marcu natomiast F. odszedł i wszystkie plany chuj strzelił.

Teraz nadszedł ten upragniony czas, wujek jest gotowy zabrać babcię. A ja jestem w rozkroku. Mimo tego, że stać mnie aby się wybudować, tak na prawdę nie mam z kim tego domu stworzyć. Moje marzenia nadal gdzieś tam są, ale sam w domu mieszkać nie chcę. Poza tym jakoś to mało ekonomiczne. Na T. nie patrzę nawet w tych kategoriach bo przede wszystkim jest za wcześnie na takie rozważania. Nie wiem czy coś między nami będzie (wątpliwości, wątpliwości), poza tym on w domu nie chce mieszkać. Kompromisem byłby ewentualnie szeregowiec jeśli cokolwiek miałoby z naszej relacji wyjść. Obecnie pozostaje mi kupić jakieś mieszkanie i dalej żyć niespełnionymi marzeniami. Perspektywa samej wyprowadzki natomiast nie jest już dla mnie 'nowym etapem' na który tak przez te wszystkie lata czekałem. Zresztą samemu ruszając dalej to już nie ma znaczenia.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten związek posypał się właśnie w tym momencie jak mogliśmy ten nowy etap zacząć. A może to lepiej? Bo jeśli miało się zjebać pomiędzy mną i F. to lepiej że zdarzyło się to przed wspólną budową, kredytem i tak dużym zobowiązaniem?

Tak. Życie to kurwa.
  • awatar Gusia: Dokładnie tak. Zostałbyś sam w dużym domu albo i bez domu. Dobrze że nie liczysz na razie na T bo to wszystko między wami na razie jest pisanie palcem po wodzie. A babci bym nie ruszała na twoim miejscu. Masz dzięki temu do kogo wracać a i ona w swoim domu będzie się lepiej czuć. Wujek jak chce pomóc to niech się nią zajmuje jak ty wyjeżdżasz
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›